Ogłoszenia

Tydzień 5: 11-17.03

Temat 1:

- Tylko my jesteśmy teraz w biurze?

- Ty, ja i to zbyt dojrzałe awokado.

Temat 2: koalicja, spirytus, kartka, drzewo, rzeka (do wyboru min. 3)

sobota, 16 marca 2019

[5] We'll have one beautiful mistake [Blind Faith] ~Marcía

     Dawno nie było tej dwójki, a jakoś chciałam odejść od smutnych wydarzeń. Więc proszę mamy Profesora i Deiji. Poprzednie teksty w [Seriach]. Miłej lektury!

     To się działo

     Mapa coraz mniej nadawała się do oglądania. Potargana, poplamiona przez kubki z kawą, z ledwie wyraźną rzeką zaznaczoną kiedyś na ładny niebieski kolor. Zagadkowe słowo koalicja napisane pomiędzy dwoma obwiedzionymi w koła obszarami. Obok mapy spoczywała kartka papieru, niegdyś biała, teraz popisana, z cyframi i słowami w jakimś dziwnym języku – lub tak niewyraźnie zapisanymi – oraz z rysunkiem drzewa. Proces myślowy u Profesora skończył się za szybko, to dlatego pozwolił sobie na malunki, choć one nie były w stanie rozwiązać problemu, który pojawił się podczas dzisiejszych badań.

środa, 13 marca 2019

[5] 100 znaków na niebie: Wilk i sarna ~SadisticWriter

Taki trochę tekst na szybkiego, bo nie miałam większego pomysłu. Kilka dni głowiłam się nad tym biurem, ale udało mi się je nagiąć pod własne opowiadanie, ha. Fate taki pomysłowy. 
***
Kilka dni temu zarządziłem w Stowarzyszeniu Życia reorganizację naszej pracy. Do tej pory wszyscy siedzieliśmy w swoich gabinetach, zajmując się ważnymi lub mniej ważnymi sprawami. Ostatnio strasznie mi się nudziło, dlatego postanowiłem odegrać rolę szefa (oczywiście od zawsze nim byłem, ale jakoś nikt nie zwracał na to uwagi), który będzie miał pod czujnym okiem swoich pracowników. To dlatego stworzyłem nam biuro – monumentalną przestrzeń z setkami biurek oddzielonymi od siebie dyktowymi ściankami. Zarządziłem również zmianę garderoby na bardziej wizytową. Każdy miał od dzisiaj nosić na sobie biurowy strój składający się ze spodni i koszuli lub damskiej garsonki. Destiny nie była z tego powodu zadowolona, ponieważ nienawidziła spódnic, ale musiała się mnie słuchać, tak jak pozostali.

sobota, 9 marca 2019

[4] Yo sigo siendo el mismo... [Quisiera] ~ Marcía

     Jak zapowiedziałam na czacie, znowu realizuję tylko słowa-klucze, ale i one są dobre, by opowiadać historie. Poprzednio na GPK 2.0 bohaterowie pojawili się w tygodniu [1]. Ich początki do wyśledzenia w [Seriach].

QUE VA EN BUSCA DE TU AMOR

     A miało być tak pięknie, tak pięknie miało być. Powinna wylegiwać się właśnie w łóżku w akademickich pokoju, tulić do siebie pluszowego misia, którego otrzymała w prezencie na Gwiazdkę od państwa Rodriguez, by nie tęskniła za nimi za bardzo, zanim przyjedzie do domu na przerwę świąteczną, i w ogóle to powinna czuć się jak w niebo, a tak daleko od niego była. Zamiast tego siedziała na środku tylnego siedzenia toyoty, która spóźniona o ponad dwie godziny wiozła ją i jej kolegów z powrotem na kampus. I w ogóle jej się to nie podobało. Nienawidziła się spóźniać, unikała tego niczym ognia, więc strasznie drażniło ją to, że inni – w porównaniu do niej – w ogóle nie mają poczucia czasu. To dlatego gnali teraz właściwie na łeb, na szyję, byle tylko zdążyć przed wyznaczoną godziną zero i nie dostać upomnienia za bycie złym przykładem studenta.

środa, 6 marca 2019

[4] W cieniu nocy: Ogień, który nie gaśnie ~SadisticWriter

Temat na ten tydzień idealny, aczkolwiek nie lubię bawić się w Lucyfery i inne diabły, więc nagięłam trochę prawdę pod moje własne uniwersum. W końcu od diabła do demona nie ma tak dalekiej drogi.
Już dawno szukałam powodu, aby napisać coś o Calanthe i Aidenie, ponieważ uwielbiam tę parę.
Jakoś szczególnie mi się tekst nie podoba, bo jest prosty i mało ambitny, ale przynajmniej wypełniłam wyzwanie.

niedziela, 3 marca 2019

[3] Paranoidalna: Naczelny pocieszyciel ~SadisticWriter

Jakoś tak ostatnio mam, że skaczę pomiędzy uniwersami, żeby przy jednym zatrzymać się na dłuższą chwilę. Teraz mam fazę na Paranoidalną, ale coś czuję, że niedługo będę musiała sobie zrobić przerwę od tego ryjącego mózg zespołu, bo co za dużo, to niezdrowo. Wyjątkowo użyłam w tekście słowa klucze.
***
Każda grupa potrzebowała naczelnego pocieszyciela. Z reguły była to osoba o twardym charakterze, która nie przejmowała się żadnymi drobnostkami i miała cały świat głęboko w dupie. Dodatkową mile widzianą cechą była kreatywność, która objawiała się wymyślnymi sposobami na poprawienie nastroju poszkodowanym przez los ludziom. Dziwnym trafem posiadałem wszystkie te zalety (choć nie każdy pocieszyciel był równie przystojny i zabawny jak ja). Kiedy wyczuwałem w powietrzu negatywne emocje, zaraz zjawiałem się w miejscu nadchodzącej katastrofy, wcielając się w najlepszego psychologa, którego charakteryzowały unikalne sposoby podwyższania nastroju (nie wyłączając z tego alkoholu).  

[3] Esta idea recurrente ~ Marcía

Takie ukulele jest jednym z dwóch planów, na co przeznaczę pieniądze z bonusa, kiedy ten w końcu nadejdzie. I będzie grane 💖

Choć raz mogłem dziękować Bogu czy innemu stwórcy świata za dzień, który nie wyzuł mnie całkowicie z emocji i sił, a poza tym, że kończył się dość przyjemnie, bo barwiąc niebo na łososiowy róż przecinany błękitem, to przyniósł ze sobą wypłatę za ostatnią rolę – niby serial nie był wybitny, ale płaca i recenzje dość dobre – dzięki której mogłem nagrodzić się tak, jak to planowałem, kiedy zdjęcia na planie dobiegały końca. To dlatego wracałem do domu z uśmiechem na twarzy, który musiał upodabniać mnie do jakiegoś psychopaty, bo wiele mijanych osób patrzyło na mnie podejrzliwie. Nie dbałem o to, chciałem tylko jak najszybciej znaleźć się w wynajmowanych czterech ścianach i pochwalić współlokatorce swoim najnowszym zakupem.

niedziela, 24 lutego 2019

[2] Z uśmiechem na ustach ~ Cioteczka A-chan


Z uśmiechem na ustach
Dzisiaj tekst dłuższy niż zwykle piszę na GPK. Wykorzystałam tylko jeden temat – pierwszy aka fabularny. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Sama mam nieco mieszane uczucia co do tego, jak wyszło, no ale cóż. Miłego czytania.


Nie lubiłam ludzi. Nigdy ich nie lubiłam. Ale z każdym dniem sami sprawiali, że nie lubiłam ich coraz bardziej. Uważałam, że powinni wyginąć, zamiast niszczyć planetę, nienawidzić i krzywdzić siebie nawzajem, niszczyć inne stworzenia. Byli zakaźną chorobą świata. Nienawidzili wszystkiego, czego nie rozumieli i prowadzili bezsensowne wojny. No dobra, to ostatnie to nie tylko ludzie. Ale to, czego u nich nienawidziłam, to te bezpodstawna nienawiść wobec nieznanego i krzywdzenie innych bez powodu.
Żyłam wśród ludzi nie z własnego wyboru. Starałam się trzymać na uboczu, nie rzucać w oczy, ale zawsze… zawsze w końcu coś się wydarzało. Nie da się ciągle ukrywać swojej natury, ja również nie mogłam. A fakt, że musiałam to robić, bo z przymusu musiałam żyć w tym świecie, nie pomagał wstrzymywać się od używania mocy. Mogłam żyć w wiosce, w lesie, czy jaskini. Ale ludzie w końcu zapuszczali się wszędzie. I widzieli. Dlatego prędzej czy później, zawsze dochodziło do tego samego i zawsze rozbrzmiało to samo słowo: Czarownica.

[2] La vida con... ~ Marcía

Przez wyjazd i inne obowiązki zdecydowałam się dzisiaj tylko na słowa-klucze, ale spokojnie – kolejne wyzwanie będzie z obu tematów ;)

... ÉL

Znaleźć wszystko, niczego nie zgubić, mieć to, co przyda się w ciągu dnia. Klucze do mieszkania, portfel z kartą, gotówką i dokumentami. Notes, długopis i chusteczki, także te do demakijażu. Puder i tusz do rzęs, korektor pod oczy, by nie przypominać zombie. Każdego dnia ten sam rytuał szukania rzeczy, jakby w ciągu nocy uciekły z torebki, gdzie powinny trzymać swoje miejsce przez wieki albo dopóki będą dla mnie użyteczne.

sobota, 23 lutego 2019

[2] Bez przeszłości ~SadisticWriter


Nie lubię tego tekstu. To dla mnie trochę takie pierniczenie o dupie Maryny. Na dodatek mój plan nie poszedł tak, jak to sobie wyobrażałam, w efekcie czego uzyskałam zaledwie połowę tego, co zamierzałam napisać. W dodatku nawet nie miałam już ochoty tego poprawiać. No, ale trudno. Tekst jest? Jest. Jak go ktoś przeczyta, to będzie moim mistrzem, serio. Ale nie polecam. 

piątek, 22 lutego 2019

[2] Wiedźma - Justyna W.

- Boli? - zapytała chropowatym głosem.
- Mhm – mruknęło cicho dziecko. Ciężko było stwierdzić czy to chłopiec czy dziewczynka. Posklejane włosy opadały na wyblakłe oczy. Wiedźma ukucnęła przy siedzącym pod ścianą maluchu.
- Jak masz na imię, kotku?
- Bąbel. Jestem Bąbel.
- A ile masz lat, Bąblu?
- Cztery i pół.

wtorek, 19 lutego 2019

[2] Legenda Nigmet: Dzieci wiedźmy ~ Tris

Ten temat przyniósł mi dużo więcej inspiracji, niż sądziłam, bo pozwolił zrealizować pewien plan odnośnie Legendy Nigmet i uzupełnić kolejne informacje. Dzisiaj przedstawiam wam tekst, który dołączy do Zbioru Legend tego uniwersum ^^

„Dzieci wiedźmy”


           Gdzieś przy granicy Ingarii ze Świętą Ziemią żył jeden z siedmiu rodów magicznych. Tych obdarzonych magią jeszcze przez bogów, aby pomagali Wiedźmie Wymiarów strzec porządku i harmonii na świecie. Jednak pomiędzy corocznym zebraniem, na którym odprawiany był Rytuał Cyklu, wszystkie rody magiczne żyły w swoich krainach jak zwyczajni ludzie. Prawie, bo przecież dużo zależało od danego królestwa, jego obyczajów oraz żyjących tam ludzi.
           Magicy żyjący w Ingarii byli bogatymi ludźmi. Pomagali oni wiosce, w której żyli. Dbali, by ziemia była urodzajna, a kataklizmy omijały te tereny. Odnajdywali lekarstwa na choroby i pilnowali ogólnego dobrobytu. Zwłaszcza swojego, bo wszystko miało swoją cenę. Często bardzo wysoką, zwłaszcza dla prostych ludzi, którzy utrzymywali się dzięki uprawom i hodowli.

niedziela, 17 lutego 2019

[1] Ela ~ Tris

 No i chu... w bombki strzelił. Część tekstu wcięło, a miałam oba tematy wpisane. Bo 2 słowa klucze były w tym co zniknęło -.- Chrzanię to, nie dopisuje. Jest co jest.

 ***

           Gdy wszedł do pomieszczenia, ktoś już tam był. Od razu rozpoznał kasztanowe loki i tą idealną sylwetkę. No może bardziej tyłek niż całość, bo ten zawsze odziany był w obcisłą, czarną spódnicę przed kolano. Do tego ładna bluzka. Najlepiej, jeśli była z odpowiednio dużym tekoltem. Wtedy mu się podobało. 

[1] Festiwal ~ Cioteczka A-chan


Festiwal
Dzisiaj prosto, krótko i akatsukowo. Again. Ale nieco poważniej niż zwykle. Trochę nawiązań do głównego opowiadania, ale nic wielkiego, co byłoby konieczne do zrozumienia tekstu – a przynajmniej mam nadzieję, że tak udało mi się to zrobić. Ah, w tekście wykorzystałam oba tematy. Miłego czytania.

Deidara obudził się z dziwnym uczuciem, że coś jest nie tak. Albo będzie nie tak. W siedzibie panowała nienaturalna cisza. Żadnych krzyków, żadnych kłótni, żadnych wybuchów, żadnych przezwisk, wyzwisk i brzdęku broni. Nic. To było tak nienaturalne, że miał ochotę w ogóle nie wychodzić z pokoju. Ale niestety, jego żołądek domagał się jedzenia i kawy. Albo przynajmniej mocnej, ciepłej herbaty z mlekiem.

sobota, 16 lutego 2019

[1] Łowcy: Bo to ty jesteś moją Walentynką ~ Laurie January

Lubię ten temat, bo w sumie mogłabym napisać tekst z każdego uniwersum, jakie mam i byłoby dobrze. Jednak pierwszy do głosu doszedł Arte, a że Sadistic się uparła, że chce z nim tekst przeczytać, nie pozostawili mi odwrotu. Nie oczekujcie od tej sceny niczego ambitnego, ot jeden dzień z życia Vivian i Arte.

Czarne zasłony skutecznie nie dopuszczały światła dnia do sypialni, w której słychać było jedynie spokojny oddech śpiącej kobiety. Spod kołdry wystawała tylko głowa i długie, ciemne włosy odcinające się od jasnej pościeli. Nie przejmowała się porą skryta bezpiecznie w krainie Morfeusza.
Ten stan nie trwał długo. Leżący na stoliku telefon zaczął dzwonić i nie zamierzał przestać, dopóki nie obudzi kobiety. Ta mruknęła pod nosem kilka niecenzuralnych słów i nie otwierając oczu, sięgnęła po irytujące urządzenie. W myślach obiecywała rozmówcy śmierć w męczarniach, jeśli okaże się to jakąś bzdurą.
– Czego?
– Dzień dobry, moja panno.

[1] Que jamás nunca te tendré [Quisiera] ~ Marcía

Podczas pisania tego tekstu, kiedy zastanawiałam się nad tytułem, zerknęłam do tytułów poprzednich dzieł cyklu i olśniło mnie nieco - trzy z nich to wersy pewnej piosenki. Więc to tytuł owego utworu został także nazwą dla serii. A chłopakom z CNCO dziękuję za inspirację od dobrych dwóch lat.

Wiadomo, że po niektórych słowach coś w relacji może się zmienić. Wkrada się dystans, rozmowy nie brzmią już tak samo, nawet uśmiechy stają się ostrożniejsze, choć wcześniej same pchały się na usta. Początek tego nowego czasu był trudny dla tych, których dotyczyły, ale był wynikiem podjętych przez nich lub przez jedno z nich decyzji, która wprowadziła coś nowego.

środa, 13 lutego 2019

[1] Początek? Kubek? Kłótnia? ~ Justyna W

Początek kubek kłótnia

- Czy początek musi być okupiony świadomością końca? - pytam siedzącego naprzeciw mnie mężczyzny. On odchyla się na fotelu, bierze kubek w dłoń i wlepia we mnie przenikliwe spojrzenie.
- Tak, tak być musi, kiedy przeżyjemy już osiemset początków, to w końcu, za osiemset pierwszym razem czegoś się uczymy. Choćbyśmy bardzo nie chcieli. Dlaczego zadałaś to pytanie?
Zamyśliłam się. Zastanawialam się nad odpowiedzią.
- Wydało mi się interesujące, a jednocześnie jest bardzo dla mnie ważne. Zaczynam życie po raz kolejny. Chyba osiemset pierwszy właśnie. I nie wierzę już w jakąkolwiek ciągłość. Myślałam, że może rzucisz mi koło ratunkowe. Zapewnisz, że jednak nie będzie końca kolejnego świata.
- Nie zrobię tego. Koło to zbyt doskonały kształt, żeby nim ot tak rzucać, zwłaszcza z tak głupiego powodu jak ratowanie kogokolwiek.
- Nie warto nas ratować? - pytam wkurzona.
- Ludzie się muszą sami ratować. Jeszcze tak się nie stało, żeby ktoś kogoś do końca uratował. Wyobraź sobie, że siedzisz w Milionerach. Pachnący świetnymi perfumami, bardzo zmęczony człowiek zaraz zada ci pytanie za milion. Czujesz zapach tych pieniędzy i słodkie „co mi tam”. Nieprawdziwe. Łatwo myśleć „co mi tam”, kiedy jesteś na szczycie. Myśleć „co mi tam", gdy wygrasz ten milion i rozrzucić całą kasę po lesie... To prawdziwe „co mi tam”. Ale wróćmy do ciebie... Możesz albo iść do domu, albo grać dalej. Grasz. Komu potrzebny jest półszczyt? Nauczono nas skrajnych emocji. Wdrukowano je w skórę. Siwy pan rozmawia z tobą jak z równą, choć w innej sytuacji nawet nie splunął by na twój widok. Nagle interesuje go twój znak zodiaku, gdzie pracujesz, co jesz na śniadanie. Nie pamiętasz, że to drażni mózg, bo tak naprawdę na co dzień nikt się tobą nie interesuje. „Gram o milion” mówisz. Sala wyje. Jesteś królową dżungli. Siwy pan właśnie zarobił premię. Pada pytanie. Żołądek zwija ci się w supeł. Nie znasz odpowiedzi. Panikujesz. Czujesz ślinę w ustach. „Dałam się nabrać, jestem frajerką” myślisz. „Znów dałam się zbajerować spojrzeniom i słowom.”. Masz jeszcze koło ratunkowe. Idealnie okrągłe. Dzwonisz do kuzyna. On zna odpowiedź. Wygrywasz milion.
Czujesz niesmak. Odpalasz kuzynowi sto tysięcy. Za resztę stawiasz dom, zakładasz firmę. Udaje ci się.
W każde święta kuzyn mówi, że cały swój życiowy sukces zawdzięczasz jego pomocy. Gdyby nie on... „Co mi tam” pojawia się znowu, gdy po którejś z kolei kłótni go mordujesz. To była dobra decyzja. Był smutnym ćwokiem, wrzodem na dwunastnicy świata. Powinien zdechnąć chociażby za brak jedynki.
- Czyli gdybyś rzucił mi koło, skazał byś się na śmierć? - pytam zdezorientowana.
- Myślę, że zwiększyłbym prawdopodobieństwo tego, że zerżnę cię w kiblu. Patrzę na twoje nogi i cycki, i zastanawiam się, czy było warto. Tak już jest, że zawsze się żałuje.

poniedziałek, 11 lutego 2019

[1] Paranoidalna: Jednorożce i krwiste steki ~SadisticWriter


Kiedy zobaczyłam pierwszy temat na naszym GPK 2.0, od razu miałam przed oczami Wyobrażalnego i Niepohamowanego z uniwersum Paranoidalnej. Przyznaje, że konkretnego pomysłu nie posiadałam, dlatego leciałam z tym, co mi akurat wpadło do głowy. Przez to opowiadanie nie jest najwyższych lotów, ale mam nadzieję, że Niepohamowany choć trochę naprawia swoimi szaleńczymi uwagami ten tekst!