Takie ukulele jest jednym z dwóch planów, na co przeznaczę pieniądze z bonusa, kiedy ten w końcu nadejdzie. I będzie grane 💖
Choć raz mogłem dziękować Bogu czy innemu stwórcy świata za dzień, który nie wyzuł mnie całkowicie z emocji i sił, a poza tym, że kończył się dość przyjemnie, bo barwiąc niebo na łososiowy róż przecinany błękitem, to przyniósł ze sobą wypłatę za ostatnią rolę – niby serial nie był wybitny, ale płaca i recenzje dość dobre – dzięki której mogłem nagrodzić się tak, jak to planowałem, kiedy zdjęcia na planie dobiegały końca. To dlatego wracałem do domu z uśmiechem na twarzy, który musiał upodabniać mnie do jakiegoś psychopaty, bo wiele mijanych osób patrzyło na mnie podejrzliwie. Nie dbałem o to, chciałem tylko jak najszybciej znaleźć się w wynajmowanych czterech ścianach i pochwalić współlokatorce swoim najnowszym zakupem.
Nuciłem sobie radośnie pod nosem, szukając klucza po kieszeniach, a przy nogach stała paczka z moją nagrodą. Byłem z siebie mega zadowolony, szczęśliwy, że w końcu mogłem kupić sobie coś innego niż jedzenie i potrzebne ciuchy. Od dawna nie czułem się tak dobrze, a myśl, że aktorstwo to niekoniecznie odpowiednia dla mnie droga życiowa, odrobinę ucichła. Było dobrze, tego się trzymałem.
W końcu udało mi się otworzyć drzwi, ledwie przekroczyłem próg razem z pakunkiem, a już krzyczałem:
– Cześć, wróciłem! Chodź zobaczyć, co sobie kupiłem!
Zero odzewu, a byłem niemalże pewien, że kobieta jest w domu jak każdego wieczoru, kiedy nie pracuje, a nie mówiła mi nic o tym, by znowu miała spędzać na planie filmowym całe dnie.
– Hej, jesteś? – zawołałem w przestrzeń jeszcze raz, chcąc zdobyć pewność, że jej nie ma, choć jak zbliżałem się do kamienicy, w jej pokoju paliło się światło. – Halo?
Mógłbym przysiąc, że gdzieś grał telewizor, ale może to tylko szum od sąsiadów? W każdym razie przeszedłem do kuchni, by tam pozostawić paczkę i napić się wody, bo trochę mi w gardle zaschło. Byłem właśnie w trakcie wychylania drugiego kubka – w renifery, co idealnie pasowało do majowego wieczoru – gdy w pomieszczeniu zjawiła się Pili-pala. Jak zwykle ubrana barwnie niczym motyl czy papuga, miała na sobie szlafrok z jedwabiu w chińskim stylu. W taki sposób nagrodziła się za to, że jej poprzedni film dostał wyróżnienie na jakimś festiwalu.
– Cześć – przywitała się, zapalając lampę, bo ja wolałem tkwić w półmroku mieszkania, kiedy ona preferowała jasność. – Dlaczego tak się darłeś?
Jednym spojrzeniem objąłem całą jej sylwetkę i dyskretnie przełknąłem ślinę. Wyglądała bardzo ładnie w tym wdzianku, po wciąż wilgotnych włosach mogłem stwierdzić, że niedawno brała prysznic. Ciekawe, czy ma coś pod szlafrokiem, czy raczej jest naga…
Coby nie zapędzić się za daleko ze swoimi myślami, przyjąłem naburmuszoną minę i zapytałem z oburzeniem:
– Dlaczego nigdy nie przychodzisz, gdy cię wołam?
To nigdy było mocną przesadą, tak właściwie koleżanka dość często reagowała, kiedy ją wolałem, ale jakim byłbym aktorem, gdybym nie wkładał trochę dramaturgii do swojego życia?
Pili-pala spojrzała na mnie jak na kretyna.
– Bo mruczysz, a ja nie jestem krową – sarkastycznie odbiła piłeczkę, ta mogła dać jej punkt w tej potyczce. – Co przyniosłeś?
Uśmiech sam pchał mi się na twarz, kiedy rozpakowywałem paczkę, a oczom mojej współlokatorki ukazał się nowy nabytek, na który się skusiłem.
– Ta-da! – zakrzyknąłem, wyciągając z pokrowca szare ukulele ze srebrną rybką na pudle. – I jak ci się podoba?
Uniesiona brew kobiety jakoś mnie nie dziwiła, dobrze wiedziałem, że nie każdy mój ruch jest dla niej jasny i zrozumiały, ale nie powinna mieć chyba nic przeciwko temu przedmiotowi.
– No ładne jest, ładne – powiedziała, przejmując ode mnie mały instrument i przejeżdżając palcami po jego strunach. – Nie brzmi nawet tak źle. Ale dlaczego akurat ukulele?
Podrapałem się w tył głowy, odrobinę zawstydzony.
– No wiesz, bo to taka powracająca idea… Zawsze chciałem nauczyć się na nim grać, bo ponoć dobrze wyrywa się dziewczyny na grajka, chciałem zobaczyć, czy i mnie się uda.
Pół minuty ciszy zdołało zapowiedzieć wybuch śmiechu kobiety, którą tak rozbawiłem, że w jej oczach pojawiły się łzy.
– Mówisz poważnie? – Pokiwałem głową. – Dios, Adrien, przecież twoja twarz pojawia się na plakatach najlepszego teatru w mieście, a twoje seriale cieszą się popularnością. Naprawdę myślisz, że musisz grać na ukulele, by mieć grono wielbicielek? – Zaśmiała się ponownie, ciszej i krócej. – Uwierz mi, nie potrzebujesz tego. A teraz wybacz, ale wracam przed telewizor, Sherlock z Benedictem właśnie leci…
Oddała mi gitarę i zrobiła, co powiedziała, a ja pozostałem w kuchni z bijącym szybciej sercem. Koleżanka nie powiedziała mi tego tylko po to, by poprawić mi humor, prawda?
Uśmiechnąłem się do siebie pod nosem. I tak chciałem nauczyć się grać. Nie dla innych, ale dla siebie. Taki był plan, a tego wieczoru zacząłem jego realizację.
Ha, w końcu tu dotarłam.
OdpowiedzUsuńJa już tych ziomków znam. Byli chyba na WAR (chyba że już się gubię XD). Adrien taki śmieszkowy. Popularny, a kupił ukulele, żeby robić szał. To może oznaczać, że skromny z niego człowieczek!
Tekst krótki, ale taki lekki i przyjemny, także propsuję c: