Ogłoszenia

Tydzień 5: 11-17.03

Temat 1:

- Tylko my jesteśmy teraz w biurze?

- Ty, ja i to zbyt dojrzałe awokado.

Temat 2: koalicja, spirytus, kartka, drzewo, rzeka (do wyboru min. 3)

środa, 13 marca 2019

[5] 100 znaków na niebie: Wilk i sarna ~SadisticWriter

Taki trochę tekst na szybkiego, bo nie miałam większego pomysłu. Kilka dni głowiłam się nad tym biurem, ale udało mi się je nagiąć pod własne opowiadanie, ha. Fate taki pomysłowy. 
***
Kilka dni temu zarządziłem w Stowarzyszeniu Życia reorganizację naszej pracy. Do tej pory wszyscy siedzieliśmy w swoich gabinetach, zajmując się ważnymi lub mniej ważnymi sprawami. Ostatnio strasznie mi się nudziło, dlatego postanowiłem odegrać rolę szefa (oczywiście od zawsze nim byłem, ale jakoś nikt nie zwracał na to uwagi), który będzie miał pod czujnym okiem swoich pracowników. To dlatego stworzyłem nam biuro – monumentalną przestrzeń z setkami biurek oddzielonymi od siebie dyktowymi ściankami. Zarządziłem również zmianę garderoby na bardziej wizytową. Każdy miał od dzisiaj nosić na sobie biurowy strój składający się ze spodni i koszuli lub damskiej garsonki. Destiny nie była z tego powodu zadowolona, ponieważ nienawidziła spódnic, ale musiała się mnie słuchać, tak jak pozostali.
Istniał jeszcze drugi ukryty powód, dla którego postanowiłem wcielić się w rolę srogiego szefa twardo stąpającego po biurze – chciałem zaimponować Torii. Od tygodnia odrzucała moje zaloty, powtarzając, że w końcu powinienem wziąć się za Stowarzyszenie, a nie za romansowanie. Przez to moje plany na uwiedzenie jej spełzły na niczym. Na szczęście miałem tęgi umysł i byłem genialnym aktorem, dlatego wystarczyło zarządzić kilkudniową reorganizację, poznęcać się trochę nad swoimi podwładnymi, aby uczynić ich leniwą pracę efektywniejszą, ubrać garnitur, ułożyć w wielkie stosy scenariusze ludzkości, które będą zalegać na moim szefowskim biurku, a potem wezwać swoją ukochaną na nocne posiedzenie.
Biuro. Przyciemnione światła. Zapach świeżej kawy. Nastrój sprzyjający pragnieniu relaksu. Wygodna sofa. Miękki koc. Szampan. Świeże kwiaty. Właśnie tak kończyły się romantyczne schadzki w filmach.
Dzisiaj Toria z pewnością mi nie ucieknie.
          Kiedy usłyszałem dźwięk zatrzymującej się windy, opuściłem nogi, które trzymałem na biurku i chwyciłem leniwie za jeden ze scenariuszy ludzkości. Pochyliłem się nad nim z długopisem w dłoni i zmarszczyłem czoło, udając, że jakaś kwestia dotycząca życia randomowego człowieka bardzo mnie zajmuje.
– Cześć – usłyszałem niepewny głos.  
Uniosłem z udawanym zdziwieniem oczy i uśmiechnąłem się szeroko, pokazując, jak bardzo jestem zadowolony z powodu jej niesamowicie zaskakującej wizyty (przecież w ogóle się jej nie spodziewałem!).
– Wybacz, byłem zajęty układaniem scenariusza – przerwałem i spojrzałem kątem oka na imię i nazwisko obiektu mojego niewinnego kłamstwa – Genowefy Szpinak. – Zmrużyłem oczy. – Znaczy Szpak. – Wyszczerzyłem się niewinnie. – Wiesz, jestem już taki zmęczony, że obraz mi się rozmazuje przed oczami. Potrzebuję się odprężyć. – Westchnąłem jak umęczony pracą człowiek, przeciągając się niczym rozespany kot.   
Toria oparła się o framugę drzwi, założyła ręce na piersi i spojrzała na mnie pobłażliwie. Czyżby nie dowierzała moim szczerym intencjom?
– Tylko my jesteśmy teraz w biurze? – spytała z rozbawieniem. Najwyraźniej wciąż bawił ją mój pomysł na uczynienie Stowarzyszenia Życia jedną wielką korporacją pracującą na rzecz ludzkości.   
– Tylko ty, ja – podniosłem się z krzesła, podszedłem do lodówki i z rozmachem ją otworzyłem. Spodziewałem się ujrzeć tam szampana, ale zamiast tego napotkałem coś o wiele bardziej zaskakującego – i to zbyt dojrzałe awokado z przyczepioną do niego karteczką – syknąłem przez zęby, wyciągając to przeklęte zielone warzywo z niemal pustej lodówki. Niebieska karteczka głosiła: „Chciało mi się pić. Wymieniłam na to, co miałam akurat pod ręką. Twoja ukochana siostra, Destiny”.
Przekląłem pod nosem, podnosząc się z klęczek. Toria stanęła za moimi plecami i zerknęła na trzymane przeze mnie awokado. Najwyraźniej próbowała nie wybuchnąć śmiechem, bo szybko przyłożyła do ust dłoń.
– Nie wiedziałam, że Destiny jest fanką szampana.
– Ja też nie – mruknąłem, marszcząc czoło.
Zaraz. Coś mi tutaj nie pasowało.
Spojrzałem najpierw na awokado, a potem na Torię.
– Skąd wiedziałaś, że Destiny ukradła mi szampana? – spytałem podejrzliwie.
Dziewczyna chrząknęła w zaciśniętą pięść i spojrzała gdzieś w bok.
– Tak prawdę powiedziawszy, to przyszłam tu tylko po to, żeby zobaczyć, jak sobie radzisz, Fate. Widzę, że ciężko pracujesz, jak to często bywa w korporacjach, dlatego zostawię cię tutaj z tym oto przejrzałym awokado i wrócę do domu, ponieważ czeka na mnie praca domowa – powiedziała niewinnym, przepełnionym słodyczą głosem, kierując się w stronę wyjścia. Ręce miała złożone za plecami, a krok jakiś dziwnie sztywny.
– Toria – odezwałem się z chłodną powagą – spiskujesz z moją siostrą i to na dodatek za moimi plecami? – Uniosłem w górę brew, ściskając w dłoni awokado. Czułem jak jego zielony wnętrze rozchodzi się pod skórką.
– Och, daj spokój, Fate. – Toria zaśmiała się niemrawo, przypominając mi o tym, że w przeciwieństwie do mnie była naprawdę słabą kłamczuchą. Kiedy spiorunowałem ją złym spojrzeniem, westchnęła ciężko, zmarszczyła czoło i rzuciła: – Myślisz, że nie widzę, że próbujesz się do mnie dobrać?! Nie jestem głupia! Wiem, że urządziłeś w Stowarzyszeniu Życia biuro tylko po to, aby mnie tutaj zaprosić, udowodnić, że świetnie ci idzie i dostać swoją nagrodę! Matko, Fate, po co by ci były dwa kieliszki na twoim biurku, szampan w lodówce i przyciemnione światło, przy którym nawet nie da się pracować? Przestań traktować mnie jak idiotkę i wstrzymaj swoje żądze! Dopiero od niedawna ze sobą jesteśmy!
– Przecież już cię widziałem nago.
Kiedy ja wzruszyłem obojętnie ramionami, Toria spłonęła rumieńcem.
– Bo wpadłeś mi do łazienki bez pukania!
– No, tak. Myślałem, że utopiłaś się w wannie.
– Musiałeś słyszeć jak śpiewam, nie okłamuj mnie!
– Myślałem, że to dźwięk, który wydają z siebie ludzie, gdy się krztuszą wodą. – Udałem zdziwienie. – Cholera. Ale byłem głupi. – Puknąłem siebie w głowę, powstrzymując się od wrednego uśmieszku, który sam chciał się wprosić na moją twarz.
Dziecięca złość wykrzywiająca twarz Torii z każdą sekundą wzmagała swoją siłę. Już po chwili miała nadmuchane jak balony policzki zdobione soczystymi rumieńcami, ściągnięte brwi, usta ułożone w kaczy dzióbek i groźnie zmrużone oczy. Blade pięści zacisnęły się w taki sposób, jakby chciały komuś w trybie natychmiastowym przywalić. Ciekawe na kogo się tak wściekała?
– Nigdy więcej mnie nie dotkniesz!  
– Mówisz? – spytałem uwodzicielskim głosem, opierając się luzacko o biurko. Prawą dłonią rozluźniłem zbyt ciasny krawat. Trzeba przyznać, że to nie był mój outfit. Wolałem luźne koszulki. – A czy muszę cię pytać o zdanie? Jesteśmy w tym biurze sami. Właśnie zablokowałem windę i zamknąłem wszystkie wyjścia. – Uśmiechnąłem się wrednie. – Pamiętasz tę historyjkę o polującym na sarnę wilku? Tak, dokładnie tę, którą opowiadałaś swojej pięcioletniej kuzynce.
Toria straciła nagle wszystkie kolory i zaczęła się strategicznie wycofywać.
Oderwałem się od biurka, ruszając w jej kierunku.
– Chyba nie muszę ci przypominać, jak się skończyła? – spytałem niskim, mrocznym głosem, zanosząc się diabelskim śmiechem. – Wilk w końcu dopadł sarnę.
Dziewczyna chwyciła niespodziewanie za lampę i rzuciła nią w moim kierunku, pozbawiając nas tym samym światła. To mi jednak nie przeszkodziło w polowaniu. Kiedy ona wybiegła z mojego prywatnego biura, ja ruszyłem za nią.
Może Toria jeszcze tego nie wiedziała, ale przed Losem nie dało się uciec.

1 komentarz:

  1. Hej :)
    Chwila, wróć. Fate wparował Torii do łazienki, widział ją nago i jeszcze żyje? Ja to bym go zabiła.
    Ale muszę przyznać, że szopkę urządził niezłą. I to tylko po to, by zaimponować dziewczynie, w której jest zakochany. Z jednej strony podziwiam, bo musiał to wszystko ogarnąć, by stworzyło pozory biura, z drugiej chciałabym mu przywalić za to, że w jego oczach Toria może uchodzić za idiotkę i się prostych rzeczy nie domyślać.
    Jest tu klimat SŻ, jest Destiny, która nie lubi pomagać bratu, jest i Los oraz jego miłość, jest pościg na końcu i ja to kupuję, szczerze uwielbiając.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń