Ten
temat przyniósł mi dużo więcej inspiracji, niż sądziłam, bo pozwolił
zrealizować pewien plan odnośnie
Legendy Nigmet
i uzupełnić kolejne informacje. Dzisiaj przedstawiam wam tekst, który dołączy
do Zbioru Legend tego uniwersum ^^
„Dzieci wiedźmy”
Gdzieś przy granicy Ingarii ze Świętą Ziemią żył jeden z siedmiu rodów magicznych. Tych obdarzonych magią jeszcze przez bogów, aby pomagali Wiedźmie Wymiarów strzec porządku i harmonii na świecie. Jednak pomiędzy corocznym zebraniem, na którym odprawiany był Rytuał Cyklu, wszystkie rody magiczne żyły w swoich krainach jak zwyczajni ludzie. Prawie, bo przecież dużo zależało od danego królestwa, jego obyczajów oraz żyjących tam ludzi.
Magicy żyjący w Ingarii byli bogatymi ludźmi. Pomagali oni wiosce, w której żyli. Dbali, by ziemia była urodzajna, a kataklizmy omijały te tereny. Odnajdywali lekarstwa na choroby i pilnowali ogólnego dobrobytu. Zwłaszcza swojego, bo wszystko miało swoją cenę. Często bardzo wysoką, zwłaszcza dla prostych ludzi, którzy utrzymywali się dzięki uprawom i hodowli.
Piękna, zielona kraina i sielskie życie miało, zatem swój sekret. Gdyby nie magia, kto wie, jak wyglądałaby wioska. Tym bardziej że oprócz granicy ze Świętą Ziemią, niedaleko rozpościerało się także Pustkowie, w którym żyły hordy barbarzyńców. Nigdy jednak nie zapuszczali się oni do wioski, w obawie przed ludźmi magii.
Jednak dobre, spokojne życie nie trwało wiecznie, bo nic tyle nie trwa. Nie, gdy ci, którzy powinni pomagać ludziom i ich chronić, straszą ich straszliwą klątwą, by zdobyć to, czego chcą. A stało się tak, gdy wymiana usług za towary nie wystarczała już więcej. Magicy zapragnęli władzy. Coraz większej i większej.
Mieszkańcy wioski długo obawiali się klątwy, która miała zniszczyć ich plony i sprowadzić głód. W końcu miarka się przebrała. Terroryzowani ludzie zebrali się pewnej spokojnej, bezchmurnej nocy i uzbrojeni w widły i pochodnie wyruszyli do domu magików, by uwolnić się spod ich jarzma.
Księżyc, który przyglądał się temu z oddali, pozostawał niewzruszony, gdy wieśniacy mordowali zaskoczonych, niezdolnych do obrony magów. Oszczędzili tylko dziecko. Dziewczynkę. Wówczas pięcioletnią, którą zabrali z domu, by oszczędzić jej tego widoku.
Wychował ją lider tego powstania i późniejszy przywódca wioski wraz z rodziną. Dziewczynka dorastała wraz z piątką przybranego rodzeństwa, które gardziło nią za to, że nie musiała pracować oraz rodzicami, którzy jej nie kochali. Była bowiem bardzo słabym i chorowitym dzieckiem. Niezdolnym do ciężkiej pracy w polu czy zagrodzie. Całe dnie spędzała w domu, szydełkując, czego siostry tak bardzo jej zazdrościły, a starsi bracia wyśmiewali.
Tylko najmłodszy brat, ten, który urodził się już po jej dołączeniu do rodziny, zawsze cieszył się na jej widok. Opiekowała się nim w domu i bawiła się z nim. Kochała go jak prawdziwą rodzinę, a on ją. Pod przykrywką spacerów z chłopcem, wymykała się z wioski, by przeszukiwać zgliszcza swojego dawnego domu w poszukiwaniu książek.
Wiedziała, kim jest i co się stało, ale nie winiła mieszkańców. Z wiekiem zaczynała rozumieć, że chcieli się tylko uwolnić od strachu przed jej rodziną. Z pozostałości domowej biblioteki nauczyła się prostych zaklęć i rytuałów. Pragnęła tylko pomóc wiosce i poprawić swój stan zdrowia, by móc pracować razem z pozostałymi.
Ludzie tolerowali to, dopóki dziewczyna starała się dbać o zdrowie bydła i urodzaj ziemi. Nie chciała nic w zamian, niczego nie żądała, pragnąć jedynie odwdzięczyć się za życie, które jej dali.
Do czasu aż zdarzył się straszliwy wypadek. Wystarczył drobny błąd dziewczyny, który kosztował jednego z mieszkańców życie. Ludzie przestraszyli się, że dziewczyna oszukiwała ich, skrycie przygotowując się do zemsty za to, co zrobili jej rodzinie i postanowili ją zabić, nie bacząc na konsekwencje.
Próbując się ratować, dziewczyna zbiegła do lasu. Biegła ile sił w nogach, zapuszczając się coraz dalej i dalej w stronę Pustkowia. Gdzieś, gdzie mieszkańcy wioski nie odważą się podążyć za nią. Tam żyła w samotności przez kolejne lata, ucząc się magii na własną rękę. Zbudowała drewnianą chatę, która z początku była jedynie zrobionym z gałęzi szałasem.
Dopiero gdy dorosła, odważyła się wrócić do wioski pod osłoną nocy, by odkryć, że jej jedyny, ukochany braciszek jest bity przez rodziców. Za to, że był z nią najbliżej z całej rodziny. Wróciła do domu, lecz targana uczuciami, nie wytrzymała i kolejnej nocy raz jeszcze zjawiła się w wiosce. Tym razem, by zabrać chłopaka z domu.
Ten z radością poszedł z nią i od tego czasu mieszkali w lesie dalej. Wiedźma wzniosła wokół lasu barierę, w obawie przed mieszkańcami wioski i barbarzyńcami. Teraz musiała chronić już nie tylko siebie. Zwłaszcza że jej rodzina z czasem się powiększała. Po wysłuchaniu opowieści brata, bowiem powracała ona co jakiś czas do wioski, zabierając ze sobą kolejne, maltretowane dzieci. W tym chłopaka niewiele młodszego od niej, którego obdarzyła uczuciem.
Choć z trwogą odkryła, że ich miłość zrodziła owoc, zobaczyła w tym szansę, by kontynuować swój ród. Bała się jednak, że nie będzie dobrą matką. Wychowała wiele dzieci z wioski, a gdy dorosły, puściła je w świat. Ale własny potomek był czymś zupełnie innym. Czymś, co ją przerażało.
Dlatego wymazała ukochanemu wspomnienia o wspólnej nocy i pewnego dnia zniknęła, zostawiając dzieci pod jego opieką. Powróciła dopiero kilka miesięcy później z niemowlęciem na rękach. Nigdy jednak nie przyznała się, że to jej własna córka, której nadała imię Celestia.
Dziewczynka wychowywała się razem z resztą przygarniętych dzieci, które z czasem opuszczały las. Wierzyła, że tak jak one została zabrana od swoich rodziców, choć w przeciwieństwie do reszty nie miała o nich żadnych wspomnień. Ufała swojej opiekunce i nie kwestionowała jej słów, nawet wtedy, gdy wiedźma zaczęła ją powoli uczyć magii, której inne dzieci nie potrafiły wykorzystać.
Z czasem wszyscy pozostali wyruszyli już w świat i już tylko Celty pozostała z wiedźmą wciąż ucząc się od niej, jak panować nad magią. Nie miała pojęcia, że wiedźma jest jej matką, ani o tym, że kobieta jest śmiertelnie chora i niedługo umrze. Nie protestowała, więc gdy pewnego dnia usłyszała, że i ona ma wyruszyć w świat.
Wierzyła, że nadszedł jej czas, by rozpocząć podróż, a może kiedyś spotka jeszcze tych, przy których się wychowała. I tak też się stało, bo część z nich osiadła w Ingarii, choć nieco dalej od wioski, z której pochodziła wiedźma.
To wtedy Celty dowiedziała się, że magia nie jest jedyną rzeczą, jaka ich różniła. Także fakt, że wspomnienia pozostałych dzieci były bardzo niewyraźne, podczas gdy ona doskonale pamiętała każdą chwilę, którą spędziła z wiedźmą. Niestety, gdy spróbowała wrócić do lasu, nie udało jej się już odnaleźć drogi. Wtedy zrozumiała, kim tak naprawdę była dla niej wiedźma, ale było już za późno.
Widzę, że miejsce dla Celty już się znalazło w LN. Cieszę się. W sumie to smutny jest ten tekst, ale fajnie to ujęłaś. Że był zły ród, z którym wieśniacy postanowili zrobić porządek, stąd czarownica, która potem gra im trochę na nosie. Wszystko się ładnie skomponowało. Pozostaje mi czekać na rezultaty całości.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Na maksa wykorzystałam to, co miałam w backstory Celty, chodź musiałam to mocno zmienić.
UsuńNo na razie świat, legendy i podstawy fajnie go uzupełniają, a potem główna historia, bo tam fabułę już mam. Dobrze skonstruowany świat powinien to ładnie urozmaicić :)
Cześć :)
OdpowiedzUsuńBardzo ładnie rozpracowałaś temat. Historia jest smutna, ale przedstawiłaś to, co się działo, zarysowałaś świat przedstawiony w taki sposób, że czułam emocje, które odczuwała wiedźma, a później i Celty. Masz mnie. Teraz chcę wejść w ten świat głębiej.
Pozdrawiam.
OMFG. Za dużo tych nazw w pierwszym akapicie XD. Jednak podoba mi się to, że ta historia jest tak rozbudowana. No i te opisy są takie, jakbyś opowiadała baśń. No i nie potrzebowałaś dialogów, żeby uczynić ten tekst ciekawym.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się ta historia małej dziewczynki, która dorastała wraz z obcymi ludźmi! I to, jak ją przedstawiłaś. Szkoda tylko, że nie napisałaś, jaki był dokładny powód tego, że chcieli ją zabić. Bo historia do tej pory była taka dogłębna, a tu bum, w skrócie. O, i z tym narodzonym dzieckiem to dobry fragment.
"Nie protestowała, więc gdy pewnego dnia usłyszała, że i ona ma wyruszyć w świat." - coś tu chyba nie zagrało w zdaniu, jakby zostało obcięte :o.
Smutne zakończenie. Poza tym ta "wiedźma" kojarzyła mi się z taką bardzo dobrą osóbką. Roztapiała moje chłodne serduszko. Niesprawiedliwe, że musiała umrzeć ;_____; tekst naprawdę dobry. Oby więcej takich!
Zgadzam się, że trochę dużo nazw na początku. Ale tekst mi się podobał. Pomysł z ten, że był zły, chciwy ród magów, zemsta i próba wyzwolenia się. No i sklecenie tego w całość.
OdpowiedzUsuńNo niestety, czasem jeden błąd, często nieświadomy lub nieumyślny, potrafi zniszczyć życie.
A co do tej wiedźmy-matki, mam wrażenie, że tak naprawdę dziecko wychowywało dzieci :( life can suck... I w sumie z tego co się domyślam, to odeszła też młodo... Depresyjna końcówka, ale i tak fajny tekst.
Pozdrawiam~