Przez wyjazd i inne obowiązki zdecydowałam się dzisiaj tylko na słowa-klucze, ale spokojnie – kolejne wyzwanie będzie z obu tematów ;)
... ÉL
Znaleźć wszystko, niczego nie zgubić, mieć to, co przyda się w ciągu dnia. Klucze do mieszkania, portfel z kartą, gotówką i dokumentami. Notes, długopis i chusteczki, także te do demakijażu. Puder i tusz do rzęs, korektor pod oczy, by nie przypominać zombie. Każdego dnia ten sam rytuał szukania rzeczy, jakby w ciągu nocy uciekły z torebki, gdzie powinny trzymać swoje miejsce przez wieki albo dopóki będą dla mnie użyteczne.
– Jeszcze telefon... – mamroczę do siebie, rozglądając się po kuchni, zahaczając wzrokiem o wszelkie powierzchnie, na których mógł się ukryć.
– Zostawiłaś w sypialni.
Każdego dnia pojawiał się również On. Jak zwykle z twarzą pozbawioną wyrazu, oceniający spojrzeniem, nie doradza, a tylko informuje takim tonem, jakby uwielbiał pokazywać mi, jaką niezdarą życiową jestem i by mi dopiec. Już pokazał, że jest kimś o wiele lepszym ode mnie, a mimo to wciąż tu wracał, jakbym była dla niego najlepszą rozrywką.
– Dzięki – mamroczę i wracam do pokoju po przedmiot, który w ostatnich czasach stał się dla mnie trzecią ręką, bez której nie wyjdę z domu.
Czułam jego obecność za sobą, kiedy tak krążyłam po wynajmowanym od roku lokum, starając się dojść ze sobą do ładu jak każdego poranka.
– Naprawdę myślisz, że dasz radę zjeść tego tosta? – zapytał, kiedy w kuchni zechciałam na chwilę przysiąść przy stole, by wypić łyk chłodnawej już kawy.
Spojrzałam na niego, potargane włosy w kolorze smoły aż się prosiły, by je podpalić. Szkoda, że nie miałam pod ręką żadnych zapałek.
– A dlaczego miałabym nie dać rady?
Zaśmiał się i chwycił rękami za lampę nad kuchennym stołem, podciągnął się raz, drugi i zastygł, patrząc na mnie czujnie niczym lew chwilę przed tym, nim skoczy na swoją upatrzoną ofiarę. Po plecach przebiegły mi dreszcze.
– Oboje dobrze wiemy, że jesteś słaba, Imbirku. Nie dasz rady zjeść choćby pół tosta.
Oparłam dłonie o biodra, przyjmując bojową postawę.
– Założymy się?
Teraz śmiał się prawdziwym i przerażającym śmiechem, od którego krew mogła zastygnąć w żyłach. Poczułam, że blednę, słysząc ten dźwięk. Powinnam przywyknąć, bo nie słyszałam go po raz pierwszy, ale i tak brzmiał strasznie dla moich uszu. Odruchowo zakryłam je dłońmi, chcąc się odciąć, ale to niewiele dało – jego śmiech zdołał się już przedrzeć; teraz obijał się o kości czaszki, wwiercał w mózg i sprawił, że kucnęłam przerażona.
– Nie muszę się zakładać – powiedział, a ja nie miałam problemu z tym, by go usłyszeć mimo muru z dłoni. – Dobrze wiem, że temu nie podołasz. Tak samo jak nie dasz rady stąd wyjść. Jesteś tylko małym robaczkiem, Imbirku, zrozum to w końcu.
Pokręciłam głową i uniosłam wzrok na ścianę naprzeciwko mnie, gdzie tego dnia, gdy się wprowadziłam, zawiesiłam jedyny obraz w tym mieszkaniu, przedstawiający młodą dziewczynę trzymającą zapaloną pochodnię. To ten obraz był moim drogowskazem, dawał mi nadzieję na to, że zawsze uda mi się podążyć za światłem w dobrym kierunku.
– Nie. Dam radę.
– Oszukujesz siebie – odparł, kiedy ja wstałam z kucek, chwyciłam za telefon i torebkę, po czym skierowałam się do wyjścia. – Nie uda ci się.
Chciałam mu powiedzieć, że się myli; że jestem kimś, kto radzi sobie ze swoim życiem i nie potrzebuje mieć obok kogoś, kto jedynie nastawia negatywnie do wszystkiego, ale nie udało mi się to – On pojawił się tuż przede mną, zasłaniając drzwi, i rozłożył na bok ramiona.
– Odsuń się – rozkazałam, a mój głos był ledwo słyszalny nawet dla mnie. – Odejdź.
Jeszcze raz się zaśmiał.
– Wiesz, że to niemożliwe. – Rozrósł się, stał większy, a jego dłonie dotknęły moich ramion. – Jesteś moja. Nie wyjdziesz stąd dzisiaj tak, jak nie wyszłaś wczoraj czy przedwczoraj albo przez cały poprzedni tydzień. – Ręce zaczęły przyciągać mnie do siebie. – Jesteś moja i taka pozostaniesz.
Chciałam krzyknąć, ale niewiele by to dało. Utonęłam w ramionach mroku, tego, który wkradł się do moich drzwi i sprawiał, że nie było mnie ani dla świata, ani dla innych.
Znowu wygrał. Ja przegrałam i robiłam to każdego dnia, od kiedy zachorowałam. Żałowałam, że nie było nikogo, kto mógłby to zauważyć. Umierałam, zabierana przez to, co On mi robił. Już chyba nic nie mogło tego zmienić...
Imbirek, awwww, jak słodkoooo!
OdpowiedzUsuńZ drugiej strony tekst ma mroczny wydźwięk. I jest bardzo emocjonalny. Podoba mi się. No i jednocześnie smutno mi z powodu bohaterki. Na początku myślałam, że ma jakąś anoreksję, bo tosta nie chciała zjeść. A może depresję? A może była chora na raka?! Oto tajemnica >D! Bynajmniej tekst naprawdę miły w odczycie. Tu nie potrzeba rozwinięcia i nie pozostawia po sobie niedosytu. Jest tak, jak być miało.
Ok, na początku zastanawiałam się, czy bohaterka nie ma jakiejś supernaturalnej "choroby" z rodzaju: wampiryzm, czy inne coś, co nie pozwala jeść ludzkiego jedzenia. I czy nie jest w jakimś niezdrowym związku. A tu suprise. Takiego obrotu spraw się nie spodziewałam.
OdpowiedzUsuńTekst krótki ale naprawdę fajny i zostawia po sobie mocne wrażenie.
Pozdrawiam~