Podczas pisania tego tekstu, kiedy zastanawiałam się nad tytułem, zerknęłam do tytułów poprzednich dzieł cyklu i olśniło mnie nieco - trzy z nich to wersy pewnej piosenki. Więc to tytuł owego utworu został także nazwą dla serii. A chłopakom z CNCO dziękuję za inspirację od dobrych dwóch lat.
Wiadomo, że po niektórych słowach coś w relacji może się zmienić. Wkrada się dystans, rozmowy nie brzmią już tak samo, nawet uśmiechy stają się ostrożniejsze, choć wcześniej same pchały się na usta. Początek tego nowego czasu był trudny dla tych, których dotyczyły, ale był wynikiem podjętych przez nich lub przez jedno z nich decyzji, która wprowadziła coś nowego.
Chłopak westchnął i odstawił kubek po czarnej kawie – która smakowała jak smoła, swoją drogą – po czym wyjrzał przez okno w kuchni rodzinnego domu. Nie widział stąd domu Rebeki, ale to chyba lepiej – gdyby ją tylko ujrzał, pewnie przypomniałby sobie wieczór przed Gwiazdką, kiedy to jej rodzina przyszła wymienić się prezentami, a między nimi wisiało napięcie, które bardziej zwiastowało kłótnię niż jakieś romantyczne deklaracje.
Westchnął ciężko. Co sobie myślał, prosząc ją o coś takiego jak miłość? Przecież nie dało się wybrać, w kim się człowiek zakocha. To atakowało znienacka, jak biegunka. A on nie lubił mieć biegunki, do miłość też nie był zbyt dobrze nastawiony. Cholera, kiedy stał się takim głupcem?
Zatopiony w myślach nie zwrócił uwagi na to, że do pomieszczenia wszedł jego staszy brat, który swoją drogą powinien być już na posterunku w pracy. Znalazł się detektyw od siedmiu boleści.
– Dzień dobry, mój braciszku aktorzyno, chlubo miasteczka i...
– Nie.
Miguel uniósł brew, zaskoczony takim niekulturalnym przerwaniem mu powitania. To dziwne, zazwyczaj Juan, choć za nim nie przepadał, odpowiadał odpowiednio.
– Prawidłową odpowiedzią byłoby... – chciał zauważył, ale znowu mu przerwano.
Miguel uniósł brew, zaskoczony takim niekulturalnym przerwaniem mu powitania. To dziwne, zazwyczaj Juan, choć za nim nie przepadał, odpowiadał odpowiednio.
– Prawidłową odpowiedzią byłoby... – chciał zauważył, ale znowu mu przerwano.
– Nie.
Spróbował wiec jeszcze raz.
– Tak, ale...
– Nie.
Starszy podszedł do ekspresu i uruchomił go. Nie planował zaczynać dnia od kawy, ale cóż – Juan go do tego zmusił.
– Znowu się nie wyspałeś? – zapytał, ustawiając maszynę tak, by przyrządziła mu cappuccino, za którym przepadał, a którego nie pił w miejscu pracy, bo tam automat wypluwał z siebie żart, a nie kawę we włoskim stylu. – Zawsze jesteś wtedy taki niemiły.
Juan wzruszył ramionami. Naprawdę nie był w nastroju, by rozmawiać z bratem, który nieświadomie przyczynił się do jego obecnego stanu ducha. Czy nie mógł dać Rebece kosza, kiedy ta zaczęła do niego wzdychać za dzieciaka, i poradzić, by zainteresowała się swoim rówieśnikiem? Chłopak westchnął ponownie. Wiedział, że nie zmieni przeszłości, dlaczego więc zrobił coś takiego, by i przyszłość stała się mniej pewna? Musiał przyznać, iż mimo swojego aktorskiego talentu odgrywanie roli zauroczonego nastolatka nie bardzo mu wychodziła.
– Wyspałem się – odparł po chwili ciszy. – Po prostu nie wiem, co mam ze sobą zrobić, a na studia wracam dopiero za dwa dni.
Bec też, ale tego nie powiedział. Nie chciał pamiętać o tym, że na kampusie będzie się na nią natykał każdego dnia, a to z pewnością wywoła jeszcze większe napięcie między nimi. Na razie w ogóle nie chciał pamiętać o tym, co jej powiedział, przez co ich święta różniły się od poprzednich. Zbyt wiele postawił na szali, odsłaniając się przed nią ze swoimi uczuciami, ale w końcu zrozumiał, jak wiele sąsiadka dla niego znaczy. A skoro ona nie kochała się już w jego bracie, musiał zacząć działać. Nie zniósłby tego, że ktoś może polubić Bec i jej piękną duszę (oraz obojczyki, nie zapominajmy o obojczykach!). To on chciał należeć do niej, musiał ją tylko przekonać, że ona też tego chce.
– To może pójdziesz na spacer? – zaproponował Miguel, wciąż krążąc po kuchni, czym powoli działał bratu na nerwy. – Jest ładna pogoda, warto z tego skorzystać. Ej, czy to nie Rebeca?
Miguel patrzył przez okno, Juan również przez nie wyjrzał i ujrzał sąsiadkę idącą chodnikiem po drugiej stronie ulicy. Serce zaczęło bić mu trochę szybciej, przez głowę zaś przeleciała myśl: Wiem, że nigdy nie będę cię mieć, z którą nie mógł się pogodzić.
Nim zdał sobie z tego sprawę, ubierał kurtkę i wypadł z domu tylko po to, by zawalczyć. Jeśli poniesie porażkę – trudno. Przynajmniej nie będzie pluł sobie w brodę, że nawet nie spróbował.
Na początku nie mogłam skojarzyć uniwersum, ale po kilku zdaniach załapałam. Nieco smutnawy tekst, ale zdarza się i tak w życiu, więc Juan ma ciężkie dni przed sobą. Jednak warto próbować i trzymam za niego kciuki.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Wiesz, po czym cię można poznać XD? Po hiszpańskich tytułach! HA! *nic odkrywczego, ale ciiiii*
OdpowiedzUsuńJuż czytałam coś o tych ziomkach. Znaczy (Don)Juana tam chyba nie było, ale pozostała dwójkę kojarzę. Tekst krótki, ale przyjemny. Kibicuję Juanowi! GOŁ GOŚCIU, GOŁ! Propsuję go za samą próbę walki!
Quisiera - nie wiem, co znaczy, ale chyba ładnie brzmi :D
OdpowiedzUsuń"która smakowała jak smoła, swoją drogą"
Chyba wywaliłabym przecinek.
"To atakowało znienacka, jak biegunka. "
Ojojoj.
No bez przesady, go nikt do kawy nie zmusza, niech nie ściemnia :D
Smutne, że już się poniekąd poddał, a jakby nie do końca. Wie, że nie wygra, ale i tak walczy. Ładny tekst. Jak zawsze dopracowany :)
Hej, ho!
OdpowiedzUsuńTym razem będę komentować na bieżąco:
"która smakowała jak smoła, swoją drogą" - brzmi to tak trochę... meh. Raczej bym dała w odwrotnej kolejności. Coś jak: "która, swoją drogą, smakowała..." (Albo jak to napisała Tris lol, widzę dopiero teraz)
Tak, dawno się nie czepiałam niczego, ups ^^"
Uuu, depression mode on.
"odpowiadał odpowiednio" um... odpowiednio? Czyli jak? Poprawnie? Tym samym tonem co pytanie? Dziwnie to jakoś mi brzmi...
Juan? Miguel? Kojarzą mi się tylko z Drogą do El Dorado xd. Ale tam nie było żadnej Rebeci.
Fight-o! Fight-o!
O, ale że już? Huh...
No dobra, podsumowując. Tekst nieco dołujący, nie dla mnie za bardzo, bo romansów nie lubię, a na tym się w sumie tekst skupiał w moim odczuciu - główny wątek "miłość" (ale te rozmyślania na początku spoko, no i to porównanie miłości do biegunki xd), ale generalnie spoko. Uniwersum nie znam, ale kibicuję panu koledze ;)
A teraz zmykam bo późno jest i padam na twarz.
Pozdrawia i przepraszam za drobne opóźnienie~