Festiwal
Dzisiaj prosto, krótko i akatsukowo. Again. Ale
nieco poważniej niż zwykle. Trochę nawiązań do głównego opowiadania, ale nic
wielkiego, co byłoby konieczne do zrozumienia tekstu – a przynajmniej mam
nadzieję, że tak udało mi się to zrobić. Ah, w tekście wykorzystałam oba
tematy. Miłego czytania.
Deidara obudził się z dziwnym uczuciem, że coś jest
nie tak. Albo będzie nie tak. W siedzibie panowała nienaturalna cisza. Żadnych
krzyków, żadnych kłótni, żadnych wybuchów, żadnych przezwisk, wyzwisk i brzdęku
broni. Nic. To było tak nienaturalne, że miał ochotę w ogóle nie wychodzić z
pokoju. Ale niestety, jego żołądek domagał się jedzenia i kawy. Albo
przynajmniej mocnej, ciepłej herbaty z mlekiem.
Krótka podróż z pokoju do kuchni wydawała się
przerażająca. Grobowa cisza, niezakłócana nawet przez najmniejszą muchę. Było
tak cicho, że Deidara doskonale słyszał swój oddech, swoje bicie serca – które przybrało
na sile przez tę dziwną atmosferę – i w pewnym momencie odgłos jego własnych
kroków, kiedy miał już dość tej ciszy i specjalnie zaczął głośno tupać.
Miał wrażenie, że zza rogu wyskoczy zaraz jakiś
demon z krwiożerczym spojrzeniem i niebezpiecznym uśmiechem, gotowy rozerwać mu
gardło. I właściwie niewiele się pomylił… bo jak tylko znalazł się w kuchni, a
pomieszczenie wypełnił dźwięk zaczynającej się gotować wody, drzwi otworzyły
się z hukiem, i stanęła w nich A-chan w całej swojej demonicznej okazałości, z
błyskiem w oku i szerokim uśmiechem, ukazującym ostre kły.
– Dzień dobry, kochany braciszku! – zawołała wesoło
dziewczyna, wyraźnie mając jakiś dziwny pomysł. A Deidara nawet nie musiał się
wysilać, żeby poczuć od niej krew.
– Nie – powiedział, nim A-chan zdążyła oznajmić co
jej chodzi po głowie.
– Prawidłową odpowiedzią byłoby…
– Nie. – Deidara przerwał jej ponownie, nalewając
gorącej wody do kubka z herbatą.
– Tak, ale…
– Nie. – Wiedział, że A-chan raczej szybko nie
odpuści, ale łudził się, że może jednak nie będzie miała humoru do namawiania
go zbyt długo i poleci męczyć kogoś innego.
– Dałbyś mi przynajmniej…
– Nie – rzucił ponownie blondyn, po czym napił się
gorącego napoju i coś zrozumiał. Wiedział, że jeśli A-chan mu nie powie, to
cokolwiek się działo lub będzie działo, on wyląduje na niebezpiecznej pozycji,
nieświadomy niewątpliwie sporego zamieszania. – Chwila moment. Czy to coś, ma
jakiś związek z tą nienaturalną ciszą, panującą w siedzibie?
– Hm... – A-chan zamyśliła się, po czym
wyszczerzyła jeszcze szerzej. – Nie!
– To nie chcę chyba wiedzieć – mruknął Deidara.
– Oj no weź! Masz jakiś kiepski początek dnia. Wstałeś
lewą nogą czy co? Będzie fajnie! – zawołała wesoło dziewczyna, wieszając się na
ramieniu przybranego brata i starając uśmiechnąć niewinnie.
– Nie. Zdecydowanie nie. Masz ten dziwny błysk w
oku, który mówi mi, że cokolwiek to jest, nie chcę się w to mieszać. To na
pewno dotyczy jakoś tych twoich demonicznych spraw. Dziękuję, postoję.
– Hm… – A-chan zamilkła, wciąż uwieszona na
ramieniu blondyna i przez chwilę wpatrywała się w kubek herbaty, jakby gorący
napój miał dać jej jakąś odpowiedź.
– Planujemy z Hoshi zabawić się z ninja Chmury, bo
znowu zaczęli się pojawiać w okolicy. – Deidara do ostatniej chwili liczył, że
jednak mu nie powie. Ale jak usłyszał o co chodzi, to wróciły wspomnienia i
gniew i w sumie nie był już pewien, czy naprawdę nie chciał się w to mieszać. –
Chciałyśmy zrobić taki… mini-festiwal demonów, specjalnie dla naszych
chmurzastych gości. – A-chan mówiła dalej, ale teraz jej wzrok skierowany był
na twarz blondyna, całkowicie spokojny, pozbawiony figlarnej nuty, poważny, a
przez to niebezpieczny. Ten dziwny, złowrogi blask jednak szybko wrócił do jej
oczu, a Deidara powoli się rozluźniał. Nawet nie wiedział, kiedy dokładnie stał
się taki spięty.
Mruknął pod nosem, dając do zrozumienia, że słucha
i powoli upił łyk herbaty, ciesząc się, że jednak nie zdecydował się na kawę,
bo i bez tego miał podniesione ciśnienie.
– Kim też zdecydowała się pomóc. Pain odsypia sobie
zarwaną nockę nad papierami, chociaż nie do końca świadomie. – Zaśmiała się pod
nosem. – Konan podała mu ziółka nasenne. Itachi poszedł się spotkać z
informatorem, a Kisame uznał, że mu się nudzi i nam pomoże. Zetsu zaszył się u
siebie i powiedział żeby go zawołać jak będzie trzeba zająć się jakąś padliną,
a reszta jest na misji. – Zamilkła na chwilę i nagle pstryknęła palcami. – A!
No i Sasori usuwa korniki z tych swoich lalek! Mogłam mieć w tym swój udział –
dodała, śmiejąc się pod nosem.
Deidara popatrzył na nią przez chwilę, zastanawiając
się, czy naprawdę nie chce być w to wplatany. Zemsta na ninja Chmury mogłaby mu
poprawić humor… albo całkowicie go zepsuć. W końcu pokręcił głową i powiedział:
– Nie, spasuję. Skorzystam z tego rzadko
spotykanego spokoju. Ale bawcie się dobrze. – Uśmiechnął się trochę krzywo i
dopił resztkę herbaty. – A jak zacznie mi się nudzić to wyciągnę Tobiego z
piwnicy i zacznę go gonić po siedzibie. On w ciągu kilku sekund potrafi narozrabiać,
więc na pewno będę miał za co. – Tym razem zaśmiał się, szczerze i prawdziwe, a
A-chan w odpowiedzi ścisnęła tylko mocniej jego ramię, posyłając mu ciepły
uśmiech i pobiegła planować swój mini demoniczny festiwal.
Hej :)
OdpowiedzUsuńBardzo dużo imion/ksywek, które niewiele mi mówią, ale scenka ładnie opisana, dało się poznać w nich dwójkę bohaterów. Zgrabnie wykorzystano tematy. Super.
Pozdrawiam.
Tak, to jest zdecydowanie A-chan, którą znam. Wiecznie knująca i rozrabiająca. I tylko dziw bierze, że Dei postanowił odpuścić.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
No tak. Akatsuki. Stare dobre Akatsuki. Fajny, przyjemny tekst. Całkiem nieźle napisany. Przypomniały mi się stare, dobre czasy :)
OdpowiedzUsuń