Jak zapowiedziałam na czacie, znowu realizuję tylko słowa-klucze, ale i one są dobre, by opowiadać historie. Poprzednio na GPK 2.0 bohaterowie pojawili się w tygodniu [1]. Ich początki do wyśledzenia w [Seriach].
QUE VA EN BUSCA DE TU AMOR
A miało być tak pięknie, tak pięknie miało być. Powinna wylegiwać się właśnie w łóżku w akademickich pokoju, tulić do siebie pluszowego misia, którego otrzymała w prezencie na Gwiazdkę od państwa Rodriguez, by nie tęskniła za nimi za bardzo, zanim przyjedzie do domu na przerwę świąteczną, i w ogóle to powinna czuć się jak w niebo, a tak daleko od niego była. Zamiast tego siedziała na środku tylnego siedzenia toyoty, która spóźniona o ponad dwie godziny wiozła ją i jej kolegów z powrotem na kampus. I w ogóle jej się to nie podobało. Nienawidziła się spóźniać, unikała tego niczym ognia, więc strasznie drażniło ją to, że inni – w porównaniu do niej – w ogóle nie mają poczucia czasu. To dlatego gnali teraz właściwie na łeb, na szyję, byle tylko zdążyć przed wyznaczoną godziną zero i nie dostać upomnienia za bycie złym przykładem studenta.
– Możesz przyspieszyć? – zapytała, choć dobrze wiedziała, że są już o krok od osiągnięcia maksymalnej, dopuszczalnej przez kodeks karny prędkości. – Zostało dwadzieścia minut...
– I tylko dwie mile do przejechania, więc spoko, luz – usłyszała w odpowiedzi, a ktoś inny się zaśmiał. Jej to nie rozbawiło, bo miała jeszcze kilka rzeczy do zrobienia, zanim pójdzie spać.
Ach, naprawdę miało być inaczej.
Małym pocieszeniem okazał się znak informujący o zjeździe na teren kampusu, więc naprawdę byli już niedaleko. I bardzo dobrze, że cel był blisko, nie zniosłaby dłuższego siedzenia obok pewnego naburmuszonego bruneta, który z uporem maniaka wpatrywał się w okno, przez które pewnie niewiele widział, bo było już ciemno. Początkowo włączał się w rozmowę, kiedy wszyscy w piątkę dzielili się historiami, jakie wydarzyły się podczas przerwy świątecznej, ale kiedy ten temat się wyczerpał, zamknął się całkowicie w sobie niczym żółw i przepadł, jeśli chodzi o dalszą konwersację. Rebeca wiedziała, skąd to zachowanie, było jej jednak przykro, że ich własne sprawy tak oddziałują na to, co on robi w towarzystwie kolegów ze studiów. Przecież jest aktorem, potrafi grać w każdej chwili i w każdych okolicznościach, dlaczego teraz nie mógł tego zrobić?
Było jej wstyd, że dwa dni temu, kiedy wybiegł do niej czymś zdenerwowany i zapytał o spacer, odmówiła mu w bardzo niemiły sposób, ale wciąż nie wiedziała, co ma myśleć o tym, co się wydarzyło. Cholera, przecież on ją zapytał, czy mogłaby się w nim zakochać! Kto prosi o takie rzeczy?! Przecież nie da się wybrać, kogo obdarzy się tym uczuciem, a ona dopiero co otrząsnęła się z tego, że być może była tylko zauroczona Miguelem, bo tak to bywa z pierwszymi miłościami, nie była gotowa, by szukać sobie nowego obiektu do wzdychania. To działo się tak szybko, że nie umiała za tym nadążyć, a Juan jakoś nie ułatwiał jej sprawy swoim strzelaniem focha.
Zatopiona w myślach została z nich wyrwana przez dźwięk przychodzącego SMSa. Zerknęła na niego, dobrze wiedząc, że sąsiad może również zajrzeć jej przez ramię, jęknęła w myślach, kiedy zdała sobie sprawę, że to Miguel do niej napisał.
Miało być pięknie, pomyślała, a wyszło jak zwykle.
– Kto to? – zostało zadane pytanie, a ona odruchowo udzieliła odpowiedzi.
– Brat Juana z pytaniem, czy już dojechaliśmy i czy jesteśmy cali, bo Juan nie odbiera od niego telefonu.
Śmiech w samochodzie wybuchł w momencie zjechania na parking. Cel majaczył tuż przed ich oczami.
– Takie troszczące się, starsze rodzeństwo trochę mnie niepokoi – wyznał kierowca, znajdując dla pojazdu miejsce. – Jakoś nigdy nie mam pewności, czy moja starsza siostra nie stwarza pozorów tylko po to, by kiedyś coś u mnie ugrać. No, a teraz wysiadka. Oto jesteśmy.
Wyprostowanie nóg okazało się dla całej piątki małym zbawienie, jak troje z nich miało dobre humory i czuło się gotowe, by zawitać jeszcze do kogoś na imprezę, tak Rebeca wystukiwała krótką odpowiedź, że wszystko gra, a Juan... Juan robił za obrażoną księżniczkę i tyle.
– Ja nadal jestem tym, który szuka twej miłości... – zanucił, przystając na chwilę przy sąsiadce, a dziewczyna westchnęła.
– Juan...
Wymówienie jego imienia nie zadziałało, nie zatrzymała go, a jedynie mogła patrzeć, obserwować, jak dawny sąsiad wyciąga z bagażnika swoją torbę, zarzuca ją na ramię, macha wszystkim, życząc dobrej nocy, i zaczyna się oddalać w stronę dormitorium.
Czy tak powinno to wyglądać? Czy ich spotkania mają być płytkie i sztuczne tylko dlatego, że sprawdziło się, iż przyjaźń damsko-męska nie istnieje, bo zawsze pojawia się głębsze uczucie przynajmniej z jednej strony? Jeśli tak, to ona nie chciała brać w tym udziału, ale musiała – decyzja o tym, co dalej, należała tylko i wyłącznie do niej. On już powiedział, czego by chciał. Pytanie, czy jej potrzeby również takie są.
Zapatrzyła się w nocne niebo i westchnęła. Czekał ją nie tylko ciężki czas, jeśli chodzi o naukę, ale i o życie miłosne.
A miało być tak pięknie.
Zatopiona w myślach została z nich wyrwana przez dźwięk przychodzącego SMSa. Zerknęła na niego, dobrze wiedząc, że sąsiad może również zajrzeć jej przez ramię, jęknęła w myślach, kiedy zdała sobie sprawę, że to Miguel do niej napisał.
Miało być pięknie, pomyślała, a wyszło jak zwykle.
– Kto to? – zostało zadane pytanie, a ona odruchowo udzieliła odpowiedzi.
– Brat Juana z pytaniem, czy już dojechaliśmy i czy jesteśmy cali, bo Juan nie odbiera od niego telefonu.
Śmiech w samochodzie wybuchł w momencie zjechania na parking. Cel majaczył tuż przed ich oczami.
– Takie troszczące się, starsze rodzeństwo trochę mnie niepokoi – wyznał kierowca, znajdując dla pojazdu miejsce. – Jakoś nigdy nie mam pewności, czy moja starsza siostra nie stwarza pozorów tylko po to, by kiedyś coś u mnie ugrać. No, a teraz wysiadka. Oto jesteśmy.
Wyprostowanie nóg okazało się dla całej piątki małym zbawienie, jak troje z nich miało dobre humory i czuło się gotowe, by zawitać jeszcze do kogoś na imprezę, tak Rebeca wystukiwała krótką odpowiedź, że wszystko gra, a Juan... Juan robił za obrażoną księżniczkę i tyle.
– Ja nadal jestem tym, który szuka twej miłości... – zanucił, przystając na chwilę przy sąsiadce, a dziewczyna westchnęła.
– Juan...
Wymówienie jego imienia nie zadziałało, nie zatrzymała go, a jedynie mogła patrzeć, obserwować, jak dawny sąsiad wyciąga z bagażnika swoją torbę, zarzuca ją na ramię, macha wszystkim, życząc dobrej nocy, i zaczyna się oddalać w stronę dormitorium.
Czy tak powinno to wyglądać? Czy ich spotkania mają być płytkie i sztuczne tylko dlatego, że sprawdziło się, iż przyjaźń damsko-męska nie istnieje, bo zawsze pojawia się głębsze uczucie przynajmniej z jednej strony? Jeśli tak, to ona nie chciała brać w tym udziału, ale musiała – decyzja o tym, co dalej, należała tylko i wyłącznie do niej. On już powiedział, czego by chciał. Pytanie, czy jej potrzeby również takie są.
Zapatrzyła się w nocne niebo i westchnęła. Czekał ją nie tylko ciężki czas, jeśli chodzi o naukę, ale i o życie miłosne.
A miało być tak pięknie.
Będzie krótko, bo pisuję z telefonu, ale... Kurczę. Podoba mi się ta bohaterka. Niczego nie obiecuje. Chcę podążać zgodnie z tym, co czuję. I nie dziwię się, że miała nieco zły nastrój, skoro Juan miał takie odpadły (tak? To był Juan? Bo mi się rypią imiona, pomimo tego, że jest ich mało. Brawo ja). To fajna seria, bo już nie pierwszy raz czytam tekst z tej serii, dlatego... Czekam na więcej i mam nadzieję, że Rebbeca jednak kiedyś się przekona do tego obrazonego bruneta (który przypomina trochę dziecko XD. Ale go za to propsuję i tak).
OdpowiedzUsuń