Już
dawno szukałam powodu, aby napisać coś o Calanthe i Aidenie, ponieważ uwielbiam
tę parę.
Jakoś szczególnie mi się tekst nie podoba, bo jest prosty i mało ambitny, ale przynajmniej wypełniłam wyzwanie.
***
Przejechałam dłońmi po błękitnej sukience,
próbując ją wygładzić, poprawiłam zakolanówkę, która zjechała prawie do samego
kolana, wzburzyłam swoje blond włosy, żeby wyglądać nieco bardziej dziko, a na
koniec zarzuciłam plecak na jedno ramię, żeby sprawiać wrażenie wyluzowanej.
Jeszcze tylko głęboki wdech, przyklejenie do twarzy seksownego uśmiechu i… oto
jestem.
Wkroczyłam dzielnie w
siedlisko demonów, które na mój widok zaczęły odsuwać się pod ścianę.
Oczywiście żaden z nich nawet nie warzył się spojrzeć w moje oczy. Podobało mi
się to, że budziłam w nich strach. I pomyśleć, że zyskałam taki prestiż już w
wieku piętnastu lat. Gdyby moi rodzice żyli, zapewne byliby ze mnie dumni.
Oczywiście moim opiekunom nie zamierzałam o tym mówić. Ciocia Alice była
przeświadczona o tym, że prasuje mi ładne sukienki dla jakiegoś przystojnego
chłopaka, którego poznałam w szkole. Gdyby tylko dowiedziała się, że obiektem
moich westchnień okazał się siedem lat starszy demon, który jakimś dziwnym
trafem był synem samego szefa Departamentu Kontroli Demonów, prawdopodobnie
padłaby na zawał. Ale ciocia Alice nie musiała o niczym wiedzieć. Tak samo jak
o tym, że byłam najmłodszą łowczynią cienistych demonów należącą do organizacji
Nox.
Podeszłam do baru,
usiadłam na wysokim krześle i uderzyłam dłońmi w ladę, dając znać o swoim
przybyciu. Demoniczny barman nawet nie obrócił się w moim kierunku. Wciąż
udawał, że jest zajęty czyszczeniem szklanek.
Aiden Vaux zabijał swój
czas, prowadząc lokal dla demonicznych pokrak. Czysto hipotetycznie nie było to
zgodne z zasadami, które narzucał departament (w końcu bar znajdował się w
świecie ludzi, a tu demony nie miały prawa pomieszkiwać), jednak uznano go za
miejsce przechodnie pomiędzy jedną a drugą strefą. W końcu który dzielny,
niestrudzony potwór nie chciałby się nażreć ludzkiej energii, a potem zajść do
knajpy na szklaneczkę dobrego whisky? Jedyną wadą dla nich było to, że raz na
jakiś czas sama się tutaj pojawiałam.
– Daj mi sok
pomarańczowy.
Demon chwycił za
karton, który leżał gdzieś na blacie w towarzystwie wypełnionych alkoholem
butelek, a potem postawił go obok mnie wraz ze szklanką. Próbowałam przywołać
go swoimi błękitnymi oczętami, ale ten jak na złość nie obdarzył mnie nawet jednym
spojrzeniem. Cały Aiden.
Zmarszczyłam czoło i
zamaszystym ruchem wlałam sok do szklanki, rozlewając jego zawartość po ladzie.
Przyłożyłam dłoń do ust, wydając z siebie głośne i na dodatek sztucznie
brzmiące: „Och!”.
– Ale ze mnie gapa –
zaszczebiotałam niczym typowa nastolatka, machając w górze dłonią jak mały
koliber swoimi skrzydełkami.
Demon rzucił mi
ścierkę, dając tym samym do zrozumienia, że skoro narozrabiałam, powinnam po
sobie posprzątać. To samo powtarzał, kiedy wypełniałam misje w Nox.
Westchnęłam ciężko,
wyrwałam z kubka stojącego obok różową rurkę i wsadziłam ją do szklanki. Oparłam
się łokciem o ladę, kładąc ciężką głowę na dłoni. Ustami chwyciłam za rurkę, pociągając
z niej łyk soku. Drugą ręką czyściłam ociężale ladę.
– Czy ty się
kiedykolwiek cieszyłeś na mój widok? – spytałam obojętnie.
– Nie. Za to cieszę
się, gdy już stąd wychodzisz – dostałam odpowiedź. Tym razem mój przystojny
demon rzucił mi krótkie, choć wciąż chłodne spojrzenie, potem zaś wrócił do
dalszego, bardzo zajmującego czyszczenia szklanek. Zawsze to robił, gdy pojawiałam
się na horyzoncie. Może to był jego sposób na okazanie zawstydzenia?
– Uwielbiam twoje
poczucie humoru. I to, jaki jesteś dla mnie miły – powiedziałam ironicznie,
wyjmując z kieszeni nóż łowców. Zaczęłam obracać go między palcami. Wtedy to usłyszałam
za plecami odgłos rozsuwanych krzeseł, pospieszne kroki, a ostatecznie
trzaskanie drzwiami. Nawet nie musiałam oglądać się za siebie. Wiedziałam, że
zostaliśmy tutaj sami. I właśnie taki efekt chciałam uzyskać.
– Wiesz co? Powinieneś
zainwestować w taką dużą tabliczkę z napisem: „Nie wchodzić. Bar został
opanowany przez najlepszą łowczynię Nox, Calanthe. Pobyt tutaj grozi śmiercią”.
– Myślę, że lepiej
brzmiałoby: „Bar został opanowany przez niewyżytą nastolatkę, która nie ma co
zrobić ze swoim życiem”. – Aiden uśmiechnął się krzywo pod nosem, co i tak było
sukcesem, jeżeli chodziło o okazywanie przez niego emocji.
– Mam co robić ze swoim
życiem. Zabijam demony. No i codziennie odwiedzam ciebie w barze, żeby czerpać
satysfakcję z bojących się mnie pokrak i z tego, że nie podoba ci się moja
obecność. – Uśmiechnęłam się szeroko i zatrzepotałam rzęsami.
– Zapomniałaś dodać, że
wypijasz litry soku pomarańczowego, nawet za niego nie płacąc.
– O, nieprawda.
Odpłacam ci się swoją obecnością!
– Tą, której ponoć nie
chcę? – Aiden w końcu skierował się w moją stronę. Jedną dłonią, w której
trzymał ścierkę, wsparł się o swoje biodro, a drugą oparł się o ladę z
alkoholami. Z jego szmaragdowych oczu emanował chłód. O tym, że nie był istotą
pozbawioną uczuć poświadczyła tylko uniesiona w górę brew.
– A chcesz? – spytałam
podejrzliwie, pochylając się do przodu i opierając łokciami o drewniany blat.
Moją twarz rozświetlił szeroki uśmiech małej dziewczynki, która cieszyła się
atencją rodzica.
– Znasz odpowiedź.
– Niezadowolony mężczyzna odsunął się od
baru i ruszył w stronę zaplecza. Dłużej nie czekając, przeskoczyłam przez ladę
i popędziłam za nim.
Moim hobby było
dokuczanie Aidenowi. Miałam specjalną listę, na której zamierzałam oznaczać
niecodzienne reakcje demonicznego kolegi na wypowiadane przeze mnie słowa lub popełniane
czyny. Przykładowo, był tam punkt: „Wywołam na jego twarzy szczery uśmiech” lub
„porządnie go wkurzę”. Gdzieś na szarym końcu widniało też małe wyzwanie:
„Pocałuję go, nawet jeżeli będzie to ostatnia rzecz, jaką zrobię w swoim życiu”.
Moim naczelnym
pragnieniem (oprócz zabicia wszystkich członków Departamentu Kontroli Demonów –
Aiden miał to szczęście, że do nich nie należał) było rozkochanie w sobie tego
chłodnego demona. Poza tym byłam na dobrej drodze, aby trafić do jego
kamiennego serca. W końcu gdyby chciał, już dawno pozbawiłby mnie życia,
prawda?
Zastanawiałam się, jak
mogłabym do niego zagadać. Może sprawdzi się jakiś tani podryw w stylu
ulicznych dresów? Nawet miałam coś w zanadrzu.
– Hej, mógłbyś mi dać
mapę? – Zrównałam z nim krok, puściłam do niego oczko i wycelowałam w niego
pistoletem ułożonym z palców. – Do twojego serca? – dodałam niemal namiętnym
głosem podrzędnego podrywacza. Gdzieś w głębi siebie zachichotałam. Może
czytanie o dziwnych podrywach w gazetach, które czytały w szkole moje
koleżanki, nie wychodziło mi na dobre, ale w chwilach względnej nudy mogłam
sobie na to pozwolić. Poza tym trzymałam w rękach skuteczną broń. Im więcej
głupich rzeczy mówiłam, tym Aiden bardziej zwracał uwagę na moją skromną osobę.
Demon spojrzał na mnie
obojętnie, nie przerywając swojej podróży. Niespecjalnie przejął się dziwnym
zachowaniem, za to przyspieszył chód. Mając ledwie sto sześćdziesiąt
centymetrów wzrostu (w przeciwieństwie do Aidena, który sięgał blisko dwóch
metrów), ledwo za nim nadążałam, na szczęście udało mi się go dogonić i
zakończyć swój kiepski podryw:
– Przepraszam, po prostu trochę się
zgubiłam – wyjaśniłam, tym razem nie
wstrzymując chichotu. – W twoich oczach.
Moje próby odniosły upragniony
skutek. Demon w końcu się do mnie odezwał.
– Znowu naczytałaś się
magazynów dla nastolatek?
– Zgadłeś.
– Myślałaś, że
podwórkowe podrywy na mnie zadziałają?
– Oczywiście, że nie.
Po prostu chciałam, żebyś się w końcu odezwał. Ostatnio jesteś mało rozmowny.
– I dlatego
stwierdziłaś, że mnie zagadasz na śmierć? – Aiden prychnął pod nosem,
otwierając drzwi do magazynu.
– Ciebie trudno jest
zabić. – Przewróciłam oczami i weszłam do chłodnego pomieszczenia za nim. Drzwi
zamknęły się tuż za moimi plecami. Spodziewałam się, że demon sięgnie po jakieś
brakujące butelki alkoholu (cieniste pokraki piły wyjątkowo dużo whisky i
brandy), ale zamiast tego przystanął w miejscu i zwrócił się w moim kierunku.
Na jego twarzy pojawił się podejrzany uśmieszek kogoś, kto zamierzał się pozbyć
kłopotu w wyjątkowo wysublimowany sposób. Ostrożnie zaczęłam cofać się w
kierunku wyjścia. Na moje nieszczęście drzwi były jednak zamknięte.
Cholera. Zapomniałam,
że nie można ich otwierać od środka, chyba że miało się klucz. Chodziło mi
dokładnie o ten klucz, który mój przyjazny demon obracał wokół palca.
– Wspominałaś, że jesteś
najlepszą łowczynią Nox, więc jak sobie poradzisz w jednym pomieszczeniu z
demonem, który już nieraz cię przechytrzył? – mówił powolnym głosem, stawiając
w moją stronę kolejne kroki. Nie takiego uśmiechu od niego oczekiwałam. To
miało być szczere okazywanie emocji. – Proszę. Wielka Calanthe Clerinell w
końcu się zamknęła.
Wymacałam kieszeń,
przeklinając w duchu, że zostawiłam nóż łowców na ladzie baru.
Może i byłam zakochana
w Aidenie, ale moje zaufanie w stosunku do niego było ograniczone.
– Nie boję się ciebie.
– Prychnęłam, ustawiając się w pozycji wyrażającej gotowość do walki. Wcale nie
potrzebowałam noża, aby się obronić. Co prawda może to być nieco trudne, gdy
użyje swoich chaotycznych mocy, ale na szczęście nie byłam osobą, która się tak
łatwo poddawała. Nieważne czy to była miłość, czy walka. Zresztą… obie miały ze
sobą wiele wspólnego.
– Kiedyś zaczniesz. –
Niski i mrocznie brzmiący śmiech niemal zmroził moje serce. Na dodatek
zdezorientował mnie na tyle, że nie zdążyłam się obronić przed nagłym
przyparciem do drzwi.
Spoglądając w
szmaragdowe oczy demona, czułam się jak sparaliżowana. I to nie dlatego, że
byłam przerażona, tylko dlatego, że znajdował się naprawdę blisko mnie. To
dziwne, ale nie czułam się zagrożona. Moje dusza wręcz krzyczała: weź mnie
całą, demonie!
Iskrzące się spojrzenie
Aidena przypominało mi o tym, że pomimo chłodu, który w sobie miał, krył się w
nim również utajony ogień. Wyglądał tak tylko wtedy, kiedy patrzył mi głęboko w
oczy.
Niech to szlag. Od
początku coś nas do siebie ciągnęło, nieważne jak bardzo starał się to ukryć.
– Wiesz co? – spytałam,
czując jak serce ucieka w wyimaginowany ogień, który próbuje mnie zmusić do samozapłonu.
– Mam ochotę cię ugryźć. – Cóż, nie to chciałam powiedzieć, ale lepsze to niż
wyznanie o treści: „Zaraz się na ciebie rzucę”.
– Preferowałbym coś
przyjemniejszego. – W jego głosie pobrzmiewała zarówno zachęta, jak i groźba. Do
tego ten piekielny uśmieszek, który wyglądał, jakby jego właściciel zamierzał
zrobić mi krzywdę. Bawiło go podrywanie bezradnych, osaczonych nastolatek? Bo
jeżeli byłam jedyna, mogłam to jakoś znieść.
– Co takiego? – Byłam w
szoku, że udało mi się cokolwiek wymówić, choć nie była to najgłośniejsza
wypowiedź. Nie spuszczałam oczu z tych pochłaniających moją duszę szmaragdowych
tęczówek. Ostrożnie przyłożyłam dłoń do jego piersi, by w razie czego móc go od
siebie odepchnąć. Jednak czy na pewno o to mi chodziło?
– Nie będę o tym mówił,
za to chętnie ci to pokaże.
Aiden pochylił się tuż
nad moimi ustami, a ja zastygłam w bezruchu, bojąc się choćby wziąć cichy
wdech. Myślałam, że serce zaraz wyskoczy mi z piersi. Teraz musiałam wyglądać
jak typowa zakochana nastolatka, która wołała oczami: „Całuj mnie, do cholery!”.
Byłam nawet gotowa przymknąć powieki, kierując się wskazówkami zawartymi w tych
durnych magazynach moich koleżanek, które mówiły o idealnym pierwszym
pocałunku. Widziałam już nad głową fajerwerki z tych wszystkich popieprzonych
romansów, gdzie główni bohaterowie nagle uciekali w ramiona namiętności. Czułam
na wargach ciepły oddech chłodnego demona, a nawet jego delikatny jak muśnięcie
motylich skrzydeł dotyk warg. Słyszałam również dźwięk otwieranych drzwi i…
Zaraz.
Wypadłam z magazynu,
uderzając plecami w podłogę. Spojrzałam zaskoczona na Aidena, który trzymał w
ręku butelkę whisky i unosił w górę brew. Czyżby ten idiota sobie ze mnie
zakpił, ponieważ chciał sięgnąć w stronę regału, gdzie stał alkohol?
Moja twarz zapłonęła
wstydem.
– Jesteś dla mnie za
młoda – usłyszałam.
Demon wyszedł z
magazynu, przechodząc obojętnie nad moim ciałem. Z kpiącym uśmieszkiem, którego
tak nie lubiłam, ruszył w stronę baru. Z oddali dało się słyszeć roześmiane
demony, które wpadły do knajpy na szklankę czegoś mocniejszego.
Rozłożyłam ręce na bok
i skierowałam oczy ku brudnemu sufitowi.
Może to jeszcze nie był
ten moment, ale w końcu dostanę się do tego chłodnego serca. W końcu byłam niestrudzoną
łowczynią nazywaną przez mieszkańców Reverentii feniksem. Nawet gdy obracałam się w popiół, odradzałam się na nowo.
Mój ogień na pewno nie
zgaśnie, póki nie wypełnię swojego celu.
Hej :)
OdpowiedzUsuńO tak, tego mi było trzeba! Chciałam wiedzieć, jak zachowywała się Cal, będąc nastolatką, a tu widać, jak różniła się od swojej córki.
Świetne opisy, dialogi z humorem, choć przy tym bywały żenujące – te magazyny dla nastolatek teraz zdają mi się być masakrą dla młodego umysłu – i do tego ta chemia, która aż kipi z tekstu. Aiden może sobie być chłodny i wyniosły, ale i on ma jakieś uczucia.
Dziękuję za przyjemność lektury, cała opisana akcja to był miód na moje wpół romantyczne serce. Besos! :*
Pozdrawiam.