Ogłoszenia

Tydzień 5: 11-17.03

Temat 1:

- Tylko my jesteśmy teraz w biurze?

- Ty, ja i to zbyt dojrzałe awokado.

Temat 2: koalicja, spirytus, kartka, drzewo, rzeka (do wyboru min. 3)

sobota, 16 lutego 2019

[1] Łowcy: Bo to ty jesteś moją Walentynką ~ Laurie January

Lubię ten temat, bo w sumie mogłabym napisać tekst z każdego uniwersum, jakie mam i byłoby dobrze. Jednak pierwszy do głosu doszedł Arte, a że Sadistic się uparła, że chce z nim tekst przeczytać, nie pozostawili mi odwrotu. Nie oczekujcie od tej sceny niczego ambitnego, ot jeden dzień z życia Vivian i Arte.

Czarne zasłony skutecznie nie dopuszczały światła dnia do sypialni, w której słychać było jedynie spokojny oddech śpiącej kobiety. Spod kołdry wystawała tylko głowa i długie, ciemne włosy odcinające się od jasnej pościeli. Nie przejmowała się porą skryta bezpiecznie w krainie Morfeusza.
Ten stan nie trwał długo. Leżący na stoliku telefon zaczął dzwonić i nie zamierzał przestać, dopóki nie obudzi kobiety. Ta mruknęła pod nosem kilka niecenzuralnych słów i nie otwierając oczu, sięgnęła po irytujące urządzenie. W myślach obiecywała rozmówcy śmierć w męczarniach, jeśli okaże się to jakąś bzdurą.
– Czego?
– Dzień dobry, moja panno.
– Nie – odparła twardo, rozpoznając głos przyjaciela.
– Prawidłową odpowiedzią byłoby…
– Nie. – Nie dała mu wyjaśnić.
– Tak, ale… – próbował raz jeszcze.
– Nie. Nie przekonasz mnie.
– Jeszcze nic nie powiedziałem – oburzył się. – Daj mi dojść do słowa.
– Cokolwiek chcesz powiedzieć, odpowiedź brzmi “nie”.
Rozłączyła się bezceremonialnie i z trzaskiem odłożyła telefon na miejsce, by wrócić do przerwanego snu. Nie miała jednak na to szansy, gdy usłyszała pukanie do drzwi mieszkania. Zaklęła szpetnie, domyślając się, kto jest źródłem hałasu.
Przykryła się kołdrą, nie zamierzając otwierać drzwi. Miała nikłą nadzieję, że intruz sobie pójdzie, choć podejrzewała, że dopóki go nie wpuści, nie odpuści jej. Za dobrze się znali, żeby nie przewidzieć takiego scenariusza.
Pukanie ucichło po kilku chwilach irytowania kobiety. Uchyliła powiekę, nasłuchując uważnie. Z każdą chwilą jej frustracja wzrastała, a wręcz wybuchła, gdy do sypialni ktoś wszedł i włączył światło.
– Ty durny wampirze – warknęła rozeźlona. – Czyś ty kompletnie rozum postradał? Kto cię tu w ogóle zapraszał?
– Nie bądź taka sztywna, moja panno. Co z “gość w dom, Bóg w dom”?
– Nie wierzysz w Boga, ja zresztą też.
– Szczegóły. Wiesz, jaki dzisiaj dzień? – zapytał bardzo uszczęśliwionym głosem.
– Zamierzasz ze sobą skończyć? Nareszcie – zironizowała.
Arte roześmiał się, jakby usłyszał dobry żart.
– Chciałabyś, moja panno.
– Nawet nie wiesz, jak bardzo – mruknęła. – To co dziś jest, że musisz zakłócać mi cenne godziny snu?
Wampir wyszczerzył się jeszcze bardziej niż jeszcze przed chwilą.
– Walentynki – oznajmił wesoło niczym mały chłopczyk, który odkrył właśnie, jak przekupić rodziców, by kupili mu nową zabawkę.
Vivian miała ochotę sięgnąć pod poduszkę po ukryty tam sztylet i dźgnąć przyjaciela prosto w serce, ale tylko zasłoniła twarz kołdrą.
– Co to za reakcja? – oburzył się Arte. – Specjalnie przyjechałem, żebyś nie spędzała ich sama.
– Wiesz, że nie bawi mnie to komercyjne święto pełne tandety. Próżny twój trud.
– Jesteś nieczuła.
– No proszę, Amerykę odkrył – zakpiła. – Od dawna szukam tylko rozrywek cielesnych. Nie mam serca, które mogłoby coś odczuwać. Dobrze o tym wiesz.
Arte skrzywił się, po czym wskoczył na łóżko obok przyjaciółki, która warknęła:
– Nie zapominasz się czasem?
– Nie?
– Spieprzaj z mojego łóżka, a najlepiej też z mieszkania. Chcę spać, a ty mi w tym przeszkadzasz.
Arte zrobił urażoną minę.
– Tak dawno się nie widzieliśmy, a to jedyne, co masz mi do powiedzenia?
– Nie, ale resztę chwilowo odpuszczę. Zresztą co roku robisz tę samą szopkę. Znajdź sobie dziewczynę albo chłopaka, a nie prześladujesz mnie w każde Walentynki.
– Bo to ty jesteś moją Walentynką. – Uśmiechnął się rozbrajająco. – Z nikim innym tak dobrze nie kpi się z tego dnia. Wyśpij się, a potem idziemy w miasto.
Vivian westchnęła ciężko, po czym zaczęła się śmiać. Wampir irytował ją jak nikt, ale chyba nie było nikogo, z kim chciała spędzać ten czas. Zresztą tylko on jej został. Z nim najbardziej irytujący dzień był całkiem do zniesienia.

2 komentarze:

  1. Hej :)
    A ja bardzo bym chciała spędzić Walentynki z Arte :) bo lubię tego wampira i pewnie miło spędzilibyśmy czas.
    Bardzo fajnie pokazałaś tu różnice między wampirem a Walker i to, że mimo nich świetnie się rozumieją. Lubię to.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. He-jo! Tak, komentuję w końcu!
    Vivian widzę znowu wraca w klimaty bycia nieco niestabilną, no nie? W końcu tu taka markotna, wkurzona i w ogóle a potem śmieje się nagle xd (nie bij mnie Viv)
    Fajnie wykorzystany temat, a dialog (a przynajmniej połowa) idealnie pasuje to Vivian, to trzeba przyznać. No i faktycznie ciekawie nieźle pokazane różnice między tą dwójką.
    Tak w sumie... teraz mnie zastanawia, jak dzwonek ma ustawiony Viv? Taki klasyczny "dzyń dzyń" czy jakaś piosenka? xd
    Pozdrawiam~

    OdpowiedzUsuń