Ogłoszenia

Tydzień 5: 11-17.03

Temat 1:

- Tylko my jesteśmy teraz w biurze?

- Ty, ja i to zbyt dojrzałe awokado.

Temat 2: koalicja, spirytus, kartka, drzewo, rzeka (do wyboru min. 3)

niedziela, 24 lutego 2019

[2] Z uśmiechem na ustach ~ Cioteczka A-chan


Z uśmiechem na ustach
Dzisiaj tekst dłuższy niż zwykle piszę na GPK. Wykorzystałam tylko jeden temat – pierwszy aka fabularny. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Sama mam nieco mieszane uczucia co do tego, jak wyszło, no ale cóż. Miłego czytania.


Nie lubiłam ludzi. Nigdy ich nie lubiłam. Ale z każdym dniem sami sprawiali, że nie lubiłam ich coraz bardziej. Uważałam, że powinni wyginąć, zamiast niszczyć planetę, nienawidzić i krzywdzić siebie nawzajem, niszczyć inne stworzenia. Byli zakaźną chorobą świata. Nienawidzili wszystkiego, czego nie rozumieli i prowadzili bezsensowne wojny. No dobra, to ostatnie to nie tylko ludzie. Ale to, czego u nich nienawidziłam, to te bezpodstawna nienawiść wobec nieznanego i krzywdzenie innych bez powodu.
Żyłam wśród ludzi nie z własnego wyboru. Starałam się trzymać na uboczu, nie rzucać w oczy, ale zawsze… zawsze w końcu coś się wydarzało. Nie da się ciągle ukrywać swojej natury, ja również nie mogłam. A fakt, że musiałam to robić, bo z przymusu musiałam żyć w tym świecie, nie pomagał wstrzymywać się od używania mocy. Mogłam żyć w wiosce, w lesie, czy jaskini. Ale ludzie w końcu zapuszczali się wszędzie. I widzieli. Dlatego prędzej czy później, zawsze dochodziło do tego samego i zawsze rozbrzmiało to samo słowo: Czarownica.

[2] La vida con... ~ Marcía

Przez wyjazd i inne obowiązki zdecydowałam się dzisiaj tylko na słowa-klucze, ale spokojnie – kolejne wyzwanie będzie z obu tematów ;)

... ÉL

Znaleźć wszystko, niczego nie zgubić, mieć to, co przyda się w ciągu dnia. Klucze do mieszkania, portfel z kartą, gotówką i dokumentami. Notes, długopis i chusteczki, także te do demakijażu. Puder i tusz do rzęs, korektor pod oczy, by nie przypominać zombie. Każdego dnia ten sam rytuał szukania rzeczy, jakby w ciągu nocy uciekły z torebki, gdzie powinny trzymać swoje miejsce przez wieki albo dopóki będą dla mnie użyteczne.

sobota, 23 lutego 2019

[2] Bez przeszłości ~SadisticWriter


Nie lubię tego tekstu. To dla mnie trochę takie pierniczenie o dupie Maryny. Na dodatek mój plan nie poszedł tak, jak to sobie wyobrażałam, w efekcie czego uzyskałam zaledwie połowę tego, co zamierzałam napisać. W dodatku nawet nie miałam już ochoty tego poprawiać. No, ale trudno. Tekst jest? Jest. Jak go ktoś przeczyta, to będzie moim mistrzem, serio. Ale nie polecam. 

piątek, 22 lutego 2019

[2] Wiedźma - Justyna W.

- Boli? - zapytała chropowatym głosem.
- Mhm – mruknęło cicho dziecko. Ciężko było stwierdzić czy to chłopiec czy dziewczynka. Posklejane włosy opadały na wyblakłe oczy. Wiedźma ukucnęła przy siedzącym pod ścianą maluchu.
- Jak masz na imię, kotku?
- Bąbel. Jestem Bąbel.
- A ile masz lat, Bąblu?
- Cztery i pół.

wtorek, 19 lutego 2019

[2] Legenda Nigmet: Dzieci wiedźmy ~ Tris

Ten temat przyniósł mi dużo więcej inspiracji, niż sądziłam, bo pozwolił zrealizować pewien plan odnośnie Legendy Nigmet i uzupełnić kolejne informacje. Dzisiaj przedstawiam wam tekst, który dołączy do Zbioru Legend tego uniwersum ^^

„Dzieci wiedźmy”


           Gdzieś przy granicy Ingarii ze Świętą Ziemią żył jeden z siedmiu rodów magicznych. Tych obdarzonych magią jeszcze przez bogów, aby pomagali Wiedźmie Wymiarów strzec porządku i harmonii na świecie. Jednak pomiędzy corocznym zebraniem, na którym odprawiany był Rytuał Cyklu, wszystkie rody magiczne żyły w swoich krainach jak zwyczajni ludzie. Prawie, bo przecież dużo zależało od danego królestwa, jego obyczajów oraz żyjących tam ludzi.
           Magicy żyjący w Ingarii byli bogatymi ludźmi. Pomagali oni wiosce, w której żyli. Dbali, by ziemia była urodzajna, a kataklizmy omijały te tereny. Odnajdywali lekarstwa na choroby i pilnowali ogólnego dobrobytu. Zwłaszcza swojego, bo wszystko miało swoją cenę. Często bardzo wysoką, zwłaszcza dla prostych ludzi, którzy utrzymywali się dzięki uprawom i hodowli.

niedziela, 17 lutego 2019

[1] Ela ~ Tris

 No i chu... w bombki strzelił. Część tekstu wcięło, a miałam oba tematy wpisane. Bo 2 słowa klucze były w tym co zniknęło -.- Chrzanię to, nie dopisuje. Jest co jest.

 ***

           Gdy wszedł do pomieszczenia, ktoś już tam był. Od razu rozpoznał kasztanowe loki i tą idealną sylwetkę. No może bardziej tyłek niż całość, bo ten zawsze odziany był w obcisłą, czarną spódnicę przed kolano. Do tego ładna bluzka. Najlepiej, jeśli była z odpowiednio dużym tekoltem. Wtedy mu się podobało. 

[1] Festiwal ~ Cioteczka A-chan


Festiwal
Dzisiaj prosto, krótko i akatsukowo. Again. Ale nieco poważniej niż zwykle. Trochę nawiązań do głównego opowiadania, ale nic wielkiego, co byłoby konieczne do zrozumienia tekstu – a przynajmniej mam nadzieję, że tak udało mi się to zrobić. Ah, w tekście wykorzystałam oba tematy. Miłego czytania.

Deidara obudził się z dziwnym uczuciem, że coś jest nie tak. Albo będzie nie tak. W siedzibie panowała nienaturalna cisza. Żadnych krzyków, żadnych kłótni, żadnych wybuchów, żadnych przezwisk, wyzwisk i brzdęku broni. Nic. To było tak nienaturalne, że miał ochotę w ogóle nie wychodzić z pokoju. Ale niestety, jego żołądek domagał się jedzenia i kawy. Albo przynajmniej mocnej, ciepłej herbaty z mlekiem.

sobota, 16 lutego 2019

[1] Łowcy: Bo to ty jesteś moją Walentynką ~ Laurie January

Lubię ten temat, bo w sumie mogłabym napisać tekst z każdego uniwersum, jakie mam i byłoby dobrze. Jednak pierwszy do głosu doszedł Arte, a że Sadistic się uparła, że chce z nim tekst przeczytać, nie pozostawili mi odwrotu. Nie oczekujcie od tej sceny niczego ambitnego, ot jeden dzień z życia Vivian i Arte.

Czarne zasłony skutecznie nie dopuszczały światła dnia do sypialni, w której słychać było jedynie spokojny oddech śpiącej kobiety. Spod kołdry wystawała tylko głowa i długie, ciemne włosy odcinające się od jasnej pościeli. Nie przejmowała się porą skryta bezpiecznie w krainie Morfeusza.
Ten stan nie trwał długo. Leżący na stoliku telefon zaczął dzwonić i nie zamierzał przestać, dopóki nie obudzi kobiety. Ta mruknęła pod nosem kilka niecenzuralnych słów i nie otwierając oczu, sięgnęła po irytujące urządzenie. W myślach obiecywała rozmówcy śmierć w męczarniach, jeśli okaże się to jakąś bzdurą.
– Czego?
– Dzień dobry, moja panno.

[1] Que jamás nunca te tendré [Quisiera] ~ Marcía

Podczas pisania tego tekstu, kiedy zastanawiałam się nad tytułem, zerknęłam do tytułów poprzednich dzieł cyklu i olśniło mnie nieco - trzy z nich to wersy pewnej piosenki. Więc to tytuł owego utworu został także nazwą dla serii. A chłopakom z CNCO dziękuję za inspirację od dobrych dwóch lat.

Wiadomo, że po niektórych słowach coś w relacji może się zmienić. Wkrada się dystans, rozmowy nie brzmią już tak samo, nawet uśmiechy stają się ostrożniejsze, choć wcześniej same pchały się na usta. Początek tego nowego czasu był trudny dla tych, których dotyczyły, ale był wynikiem podjętych przez nich lub przez jedno z nich decyzji, która wprowadziła coś nowego.

środa, 13 lutego 2019

[1] Początek? Kubek? Kłótnia? ~ Justyna W

Początek kubek kłótnia

- Czy początek musi być okupiony świadomością końca? - pytam siedzącego naprzeciw mnie mężczyzny. On odchyla się na fotelu, bierze kubek w dłoń i wlepia we mnie przenikliwe spojrzenie.
- Tak, tak być musi, kiedy przeżyjemy już osiemset początków, to w końcu, za osiemset pierwszym razem czegoś się uczymy. Choćbyśmy bardzo nie chcieli. Dlaczego zadałaś to pytanie?
Zamyśliłam się. Zastanawialam się nad odpowiedzią.
- Wydało mi się interesujące, a jednocześnie jest bardzo dla mnie ważne. Zaczynam życie po raz kolejny. Chyba osiemset pierwszy właśnie. I nie wierzę już w jakąkolwiek ciągłość. Myślałam, że może rzucisz mi koło ratunkowe. Zapewnisz, że jednak nie będzie końca kolejnego świata.
- Nie zrobię tego. Koło to zbyt doskonały kształt, żeby nim ot tak rzucać, zwłaszcza z tak głupiego powodu jak ratowanie kogokolwiek.
- Nie warto nas ratować? - pytam wkurzona.
- Ludzie się muszą sami ratować. Jeszcze tak się nie stało, żeby ktoś kogoś do końca uratował. Wyobraź sobie, że siedzisz w Milionerach. Pachnący świetnymi perfumami, bardzo zmęczony człowiek zaraz zada ci pytanie za milion. Czujesz zapach tych pieniędzy i słodkie „co mi tam”. Nieprawdziwe. Łatwo myśleć „co mi tam”, kiedy jesteś na szczycie. Myśleć „co mi tam", gdy wygrasz ten milion i rozrzucić całą kasę po lesie... To prawdziwe „co mi tam”. Ale wróćmy do ciebie... Możesz albo iść do domu, albo grać dalej. Grasz. Komu potrzebny jest półszczyt? Nauczono nas skrajnych emocji. Wdrukowano je w skórę. Siwy pan rozmawia z tobą jak z równą, choć w innej sytuacji nawet nie splunął by na twój widok. Nagle interesuje go twój znak zodiaku, gdzie pracujesz, co jesz na śniadanie. Nie pamiętasz, że to drażni mózg, bo tak naprawdę na co dzień nikt się tobą nie interesuje. „Gram o milion” mówisz. Sala wyje. Jesteś królową dżungli. Siwy pan właśnie zarobił premię. Pada pytanie. Żołądek zwija ci się w supeł. Nie znasz odpowiedzi. Panikujesz. Czujesz ślinę w ustach. „Dałam się nabrać, jestem frajerką” myślisz. „Znów dałam się zbajerować spojrzeniom i słowom.”. Masz jeszcze koło ratunkowe. Idealnie okrągłe. Dzwonisz do kuzyna. On zna odpowiedź. Wygrywasz milion.
Czujesz niesmak. Odpalasz kuzynowi sto tysięcy. Za resztę stawiasz dom, zakładasz firmę. Udaje ci się.
W każde święta kuzyn mówi, że cały swój życiowy sukces zawdzięczasz jego pomocy. Gdyby nie on... „Co mi tam” pojawia się znowu, gdy po którejś z kolei kłótni go mordujesz. To była dobra decyzja. Był smutnym ćwokiem, wrzodem na dwunastnicy świata. Powinien zdechnąć chociażby za brak jedynki.
- Czyli gdybyś rzucił mi koło, skazał byś się na śmierć? - pytam zdezorientowana.
- Myślę, że zwiększyłbym prawdopodobieństwo tego, że zerżnę cię w kiblu. Patrzę na twoje nogi i cycki, i zastanawiam się, czy było warto. Tak już jest, że zawsze się żałuje.